Wiesz, nie
powinnam przemawiać na Twoim pogrzebie. Wcale nie powinnam przemawiać na nim. A
jeśli już bym miała to robić, to mając przynajmniej osiemdziesiąt lat. To co
się wydarzyło.. Nie jest mi łatwo teraz tu stać i próbować powiedzieć, że ktoś
tak chciał. Bóg? Nie umiem złożyć myśli w całość. Planowaliśmy już kolejny
siatkarski sezon, chociaż ten się nie skończył. Dla Ciebie już się skończył,
rozegrałeś swój ostatni mecz, który przegrałeś. Nie miałeś nawet okazji
zawalczyć o zwycięstwo. Wszystko wydarzyło się w ułamkach sekund. Wszyscy
zastanawiają się co byłoby, gdybyście mieli zapięte pasy. Może byście walczyli
tak dzielnie, jak na boisku? Może również nie byłoby nikogo lepszego od Was?
Przepraszam. Powinnam była siłą zmusić Cię, byś je zapiął. Nie chciałam się
kłócić. Może powinnam? Może dzięki temu teraz siedziałabym przynajmniej przy
szpitalnym łóżku, a nie stała tutaj, przed tłumem ludzi i próbowała zastanawiać
się nad tym, że już nigdy więcej Cię nie zobaczę. Tydzień temu zapisywaliśmy
kolejne nazwy miast, gdzie mają męski i żeński klub, albo takie, gdzie
odległość jest co najwyżej 50 kilometrowa. Tak, abyśmy mogli być razem. Byłeś
wspaniałym przyjacielem. Bo od przyjaźni, parę lat temu wszystko się zaczęło.
Maćka poznałam na zgrupowaniu reprezentacji kadetek, mając piętnaście lat.
Zostałam, by poćwiczyć zagrywkę, a Maciek przyszedł wcześniej, bo chciał
odpocząć od przyjaciół. Obserwował mnie chwilę i powiedział, co robię źle.
Minęło zgrupowanie, wymieniliśmy się numerami telefonów, adresami. Minął rok, w
czasie którego kontaktowaliśmy się ze sobą raz, dwa na miesiąc. Spotkaliśmy się
na Mistrzostwach Polski, a później wpadliśmy na siebie w Bielsku, gdzie
obydwoje mieliśmy grać od nowego sezonu w zespołach juniorskich. Było to dla
Nas nowe miasto, żadne z Nas go nie znało, dlatego spędzaliśmy wiele czasu
razem. Spacery, wypady do kina, mijanie się między treningami. Chyba sami nie
wiedzieliśmy, kiedy przyjaźń zamieniła się w coś poważniejszego.
Dziś mamy…
przepraszam, nadal nie dociera do mnie, że Go nie ma. Dziś mam dwadzieścia lat,
a Maciek miał dwadzieścia jeden. Pięć lata znajomości, a cztery, które
spędziliśmy w większości razem… Dziś są już tylko wspomnieniami. Mieliśmy wiele
wspólnych planów. Poczynając od grania w Lidze Włoskiej, nawet mieliśmy wybrane
kluby, z których propozycję wybralibyśmy od razu, po wspólne życie i kupno
mieszkania nad morzem. Niedawno kupiliśmy psa, który miał być Naszym
Towarzyszem. Teraz będzie moim przyjacielem i powiernikiem smutków. Maciek był
jedną z najlepszych osób, jaką spotkałam w swoim dotychczasowym życiu i nikt
nie zapełni pustki, jaką mam w tej chwili w sercu. Jaki jeszcze był? Zawsze
miał czas dla kibiców. Może nie był jeszcze bardzo znany, ale czasami zdarzało
się, że ktoś go rozpoznał. Czy to w środku miasta, czy w sklepie spożywczym. On
zawsze zamienił z taką osobą chociaż dwa zdania, nigdy nie powiedział, że się
śpieszy. Był najlepszym starszym bratem. Gdy odwiedzaliśmy Jego rodziców to
pierwszą osobą, z którą się witał była właśnie Jego młodsza siostra. Zawsze
starał się pomóc drugiej osobie. Jednak dla mnie był przede wszystkim
najwspanialszym na świecie narzeczonym, a jednocześnie przyjacielem.
Pamiętam,
gdy rok temu był ze mną na pogrzebie mojego dziadka i moment, gdy przemawiała moja
babcia, a ja płakałam w Jego ramię. Obiecywał, że zrobi wszystko, by to on
przemawiał na moim pogrzebie, gdy już będziemy tak starzy, że pozostanie nam
tylko oczekiwać śmierci. Jeśli Bóg istnieje, to jednak pisał nam inny
scenariusz i nie wziął pod uwagę poprawek, które chciał wprowadzić Maciek. A
może nie zdążył się z nim umówić, kiedy miało to nastąpić? Chciałabym, by wszyscy
pamiętali Go jako wspaniałego człowieka, przede wszystkim człowieka, później
jako siatkarza. Bo taki byłeś Maciek. Wspaniały.
___________
I czas zacząć.
Pomysł na opowiadanie zrodził się w mojej głowie gdzieś na trasie Rybnik - Katowice - mój dom, jeśli się nie mylę. Wyszło, że początek jest... mową pogrzebową.
Podzieliłam ten tekst, który mam już zapisany i wyszło 14 części. Krótkich, więc myślę, że rozdziały będą pojawiały się co tydzień, czasami dwa. Niekiedy pewnie będzie trzeba mnie ścigać, bo mogę zapomnieć, że trzeba dodać rozdział.
Do napisania wkrótce i... chociaż dziś mam nadzieję, że ktoś zostawi po sobie ślad.
Irmina
___________
I czas zacząć.
Pomysł na opowiadanie zrodził się w mojej głowie gdzieś na trasie Rybnik - Katowice - mój dom, jeśli się nie mylę. Wyszło, że początek jest... mową pogrzebową.
Podzieliłam ten tekst, który mam już zapisany i wyszło 14 części. Krótkich, więc myślę, że rozdziały będą pojawiały się co tydzień, czasami dwa. Niekiedy pewnie będzie trzeba mnie ścigać, bo mogę zapomnieć, że trzeba dodać rozdział.
Do napisania wkrótce i... chociaż dziś mam nadzieję, że ktoś zostawi po sobie ślad.
Irmina