Lista opowiadań, które zaczęłam publikować, ale nie skończyłam jest długa. Takich, które zalegają na dysku zajmując kilka stron jest jeszcze większa. Czemu więc wciąż mam nadzieję, że w końcu przebrniecie ze mną przez jedno opowiadanie od początku do końca? Nie wiem, chyba mam w sobie zbyt wiele nadziei.
Historia, którą chcę tu zamieścić jest ze mną od połowy lutego. Przez pierwszy tydzień siedzieli w mojej głowie, więc po prostu zaczęłam sobie coś tam wstukiwać. Obecnie historia moich bohaterów ma 40 stron. Wiem, że dla niektórych byłyby to cztery rozdziały, ale u mnie raczej zawsze były to krótkie części. Troszkę się z nimi zżyłam, więc mam nadzieję, że nie okażę się to kompletną klapą. Przy okazji mam nadzieję, że bardziej się zepnę i skończę historię państwa M. A skoro chodzi za mną ta historia od lutego, to właściwie minęło już 9 miesięcy, więc chyba najwyższa pora, by moje nowe "dziecko" ujrzało światło dzienne? Obym nie żałowała.
Wygląd bloga jest przechodni, mam przynajmniej taką nadzieję, że za jakiś czas stworzę coś lepszego, niż marna przeróbka zdjęcia zrobionego nad poznańską Maltą.
Bohaterów postaram się stworzyć lada moment, byście mogli się z Nimi zapoznać przed startem opowiadania, które... 29 listopada. Albo 6 grudnia. Jakoś tak.
Irmina wraca. Chyba. Chyba lubię próbować, a pisanie opowiadań wychodzi mi ciut lepiej, niż rozprawki. Przynajmniej tak sądzę.
Do napisania wkrótce!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz