piątek, 15 stycznia 2016

VIII.



Zdjęcie, które Wam podsyłam to mój pies w ogródku mojego rodzinnego domu. Tak, wróciłam do domu. Ale to nie oznacza końca siatkówki. Myślę, że to nowy początek, w którym będę musiała sobie radzić sama ze Spirikiem. STOP! Zanim pomyślicie o rosyjskim siatkarzu, o ile już tego nie zrobiliście, to spójrzcie jeszcze raz na zdjęcie. To właśnie Spirik, mój pies. Imię wybieraliśmy jeszcze z Maćkiem, było przy tym naprawdę wiele śmiechu, bo była już nawet wersja Spirytus, ale skończyło się na Spiriku.
Myślę, że mam na chwilę obecną dość pożegnań, dlatego nie było mnie na ostatnim meczu w Bielsku. Nadal składam siebie w całość po stracie Maćka. Ale wokół było tylu życzliwych ludzi, że naprawdę się staram i dlatego piszę tutaj do Was, aby każdy, kto zechce mógł to przeczytać i dowiedzieć się, że jakoś sobie radę. Nie, nie należy zaznaczać tego ‘jakoś’. Myślę, że ostatni raz, gdy wyjechałam z Bielska i najpierw zawędrowałam do Bełchatowa, a później do rodzinnej miejscowości Maćka pozwolił mi spojrzeć z dystansem na samą siebie i to wszystko. Usłyszałam wiele miłych słów, dzięki Wojtek, dzięki Karol! Otworzyliście mi oczy, podczas gdy ja myślałam tylko o tym, jak bardzo mi źle i… naprawdę dzięki!
Teraz odpoczywam, ciągle rozmyślając na parkiecie jakiej hali będziecie mnie widywać w nowym sezonie najczęściej. Myślę, że nie musicie się obawiać, zostanę w Polsce. Przynajmniej tak myślę w chwili obecnej, powiadomię Was tutaj, jeśli tylko będzie coś wiadome, jeśli złożę podpis na nowej umowie.
Lekcja Czwarta – Zawsze pamiętaj, że masz przyjaciół, którzy Ci pomogą. Warto ich o to poprosić. Bo mając obok kogoś, kto powie Ci parę mądrych słów jest łatwiej, niż samemu. Naprawdę.


Wojtek Włodarczyk. (W.W) – Nie ma za co Malutka! Przede wszystkim to Ty pamiętaj, że masz przyjaciół! I nie zastanawiaj się nawet chwilę, gdyby coś się działo, chwytaj za telefon i dzwoń!
J.S – Spirik będzie teraz gwiazdą Internetu! A Ty bądź zawsze szczęśliwa! Do zobaczenia w nowym sezonie po przeciwnej stronie siatki. (Chyba?)
Karol Kłos. (K.K) – Zawsze od usług! Trzymaj się Miśka! I pozdrów mojego ulubionego psiaka!
Wojtek Włodarczyk – Ej, Kłos, to mój ulubiony pies!
A.E – Dobrze wiedzieć, że cały czas zostajesz przy siatkówce! Czekamy na nowy klub i kolejny sezon!
U.W – Miśka, czekamy! Pozdrowienia dla Ciebie i Spirika!
K.U – Kiedy się widzimy? Nic nie mówiłaś, że jesteś w domu!


Masz jedną nową wiadomość:
Karolina U. – Miśka, jesteś w mieście i nie piszesz! Masz ochotę na spacer?
Miśka – Właściwie jestem trzeci dzień. Po prostu chciałam mieć chwilę spokoju. Za godzinę w parku?
K. U – Jasne. Zabierasz Spirika? Świetne imię dla psa!
Miśka – Mogę go zabrać, czemu nie. Do zobaczenia.

Karolina to koleżanka z mojego pierwszego klubu. Zakręcona, ale świetna dziewczyna. Myślałam o tym, czy się do niej nie odezwać, jednak póki co ukrywałam się w domku rodziców, którzy momentami patrzyli na mnie smutnym wzrokiem. Wiedziałam, że się martwią, bo większość czasu spędzałam z kubkiem herbaty w ręce lub czytając książki. Czasami bawiłam się Spirikiem, ale przez te dwa dni unikałam rozpoczęcia poważniejszej rozmowy. Antek nie mieszka już z rodzicami, więc przywiózł mnie tutaj i pojechał do swojej narzeczonej. Przez chwilę myślałam o tym, że z Maćkiem pewnie teraz ustalałabym datę ślubu, ale pokręciłam głową mając nadzieję, że takie działanie wyrzuci z mojej głowy te myśli. Naprawdę musiałam zmienić tor moich myśli, bo inaczej całe życie będzie nieszczęśliwa. On nie chciałby, abym była nieszczęśliwa, prawda?
Po umówionej godzinie stałam w parku ze Spirikiem na smyczy. W końcu w oddali ujrzałam Karolinę. Szła uśmiechnięta, taka, jaką pamiętałam ją z ostatniego spotkania. Przytuliła mnie na powitanie, po czym schyliła się i pogłaskała Spirika, który zamerdał ogonem i skoczył na dwie łapki.
-Idziemy się przejść? – pyta. – Jaki on kochany.
-Możemy. – odpowiadam. – Spirik, chodź.
-Na długo przyjechałaś?
-Albo do początku przygotować z nowym zespołem, którego nie poznałam, albo będę krócej, zobaczę, gdzie zdecyduje się grać i jak będzie wyglądała sytuacja z mieszkaniem. Chwilowo zatrzymałam się u rodziców.
-Ciężko?
-Trochę. – mruczę wzruszając ramionami. – Przyzwyczaiłam się, że był obok i wszystkie decyzje podejmowaliśmy wspólnie. Mieliśmy się rozdzielić na starość, a nie teraz i to chyba boli najbardziej. Że mieliśmy setki planów i marzeń, które były wspólne.
-Ale nie zrezygnujesz z siatkówki?
-Coś Ty Karla, coś ty. – uśmiecham się. – To też moje całe życie, siatkówka. Nie mogę zrezygnować, chociaż teraz będzie trudniej, gdy będę z tym wszystkim sama. Może też się okazać, że ucieczka z Bielska nie była najlepszym pomysłem, ale nie wykluczam, że kiedyś tam wrócę. Po prostu teraz potrzebuję czegoś nowego, co nie będzie mi się z niczym kojarzyło i gdzie zacznę wszystko na nowo. Chyba właśnie tego mi trzeba, czegoś nowego.
-A masz jakiś klub na oku? – pyta.
-Wrocław i Piłę. – odpowiadam. – Różnica jest taka, że w Pile to będzie raczej druga połowa tabeli, a Wrocław chyba chce się bardzo zbroić. I o ile w Pile mogę mieć większe szansę na grę, to we Wrocławiu będę znów zmienniczką. Gdzieś tam chodzą plotki, że Impel chce zbudować naprawdę mocną drużynę i troszkę mnie kusi, by to właśnie tam iść.
-To na co czekasz? – śmieje się. – Telefon w łapkę i dzwoń i mówisz, że jesteś zdecydowana.
-Ale…
-Miśka, kurde! – patrzy na mnie.  –Tu nie ma żadnego „ale”, słyszę przecież, że jesteś zdecydowana na ten Wrocław, że samą Cię ciekawi. Zawsze chciałaś grać w mocnym klubie, pamiętasz, obie o tym marzyłyśmy. Mi przeszkodziła kontuzja, ale Tobie co przeszkadza? Własny strach? Sama mówisz, że chcesz potrzebujesz czegoś nowego, a to właśnie będzie we Wrocławiu, nowość. Zero wspomnień, zero wszystkiego, biała, niczym nie zabrudzona kartka, którą Ty zapełnisz.
-A co jeśli sobie nie poradzę? – pytam. – Co jeśli to nie będzie miejsce dla mnie? Co jeśli…
-… niebo spadnie Ci na głowę? – przerywa mi. – Miśka, zadzwoń tam jutro. Impel jest w najlepszej czwórce, jeśli oni Cie chcą, to znaczy, że jesteś dobra. Nie psuj swojej szansy. Pewnie to słyszałaś, ale jeśli Maciek wiedziałby, że dostałaś super ofertę, to zdecydowałby się na klub najbliżej Ciebie, tak samo byłoby z Tobą, gdyby chodziło o Jego. Więc nie zastanawiaj się, po prostu dzwoń i powiedz, że się zgadasz.
-Dzięki. – szeptam obejmując ją jedną ręką. – Chyba potrzebowałam kogoś, kto stoi właściwie obok, ale zna mnie od zawsze i mi doradzi.
-Nie ma za co Miśka. – uśmiecha się. – Zawsze pamiętaj, że gdybyś potrzebowała porady, to pisz, dzwoń, przyjeżdżaj, ja zawsze jestem.
-Wszyscy to powtarzają. – stwierdzam. – Wojtek, Eryk, a nawet Karol, którego właściwie przecież dobrze nie znam.
-Bo wszyscy Cię uwielbiamy i jesteś naszą przyjaciółką, chcemy dla Ciebie najlepiej Malutka, nigdy o tym nie zapominaj.
-Postaram się. – odpowiadam. – A jak u ciebie? Masz kogoś?
-Pamiętasz Łukasza? Tego rozgrywającego, co miał treningi po nas?
-Ten Łukasz? – pytam zaskoczona.  – Ten z którym zawsze się kłóciłaś? Nie mów, że jesteście razem?
-Pół roku. – mówi roześmiana. – Wiesz, okazało się, że gdy się nie kłócimy, to mamy wiele wspólnych tematów do rozmów. Gdy ludzie widzą nas razem, to też się śmieją, bo przecież jeszcze dwa lata temu nie mogliśmy przebywać w swoim towarzystwie.
-Jak to się stało?
-Mieliśmy tutaj Półfinał Mistrzostw Polski Kadetów rok temu. Pomagaliśmy i w czasie jednego z meczów siedzieliśmy obok siebie. W sumie na początku zaczęliśmy się kłócić o jakąś akcję, ale chwilę później okazało się, że mamy też podobne zdanie i tak przegadaliśmy cały mecz, jak i cały kolejny dzień. Jednak trochę nam to zajęło, nim zostaliśmy razem.
   Myślę, że potrzebowałam takiej rozmowy, jak ta z Karoliną. Potrzebowałam kogoś, kto powie mi, że mam dzwonić i nie zastanawiać się więcej. A później rozmawiałyśmy o wszystkim i niczym. Poczułam się prawie tak samo, jak pięć lat wcześniej, gdy jeszcze obie trenowałyśmy tutaj. Wrocławiu, przybywam?

Wiesz, podobno miałam sobie przypomnieć jak żyłam przed tym, jak Cię poznałam. I ten przyjazd tutaj, do miejsca, gdzie żyłam bez Ciebie pozwolił mi wrócić do przeszłości. Przypomniał mi, że faktycznie kiedyś nie było Cię w moim życiu i dawałam sobie radę. I wiesz, nie wymażę przeszłości. Zawsze w niej będziesz. I zawsze będziesz facetem, którego kocham najbardziej na świecie. Nawet, jeśli na tym świecie już Cię nie ma. Bo mojej miłości do Ciebie nie zabierze mi nikt. Nawet to, że w tej chwili nie ma Cię obok. Kocham Cię. I zawsze będę, wiesz o tym, prawda?
____________
Jestem. Nieco ponad godzinę przed końcem piątku. Bez humoru. Bez komentarza. Spróbuję zaplanować dodanie rozdziału na kolejny tydzień, więc jeśli ktoś tu zagląda, to rozdział doda się sam, a ja pewnie będę w tym czasie świetnie się bawić na Dolnym Śląsku. 

 

piątek, 8 stycznia 2016

VII.



Wiesz, wracam myślami do dobrych chwil. Do momentów, gdy chodziliśmy na spacery i nie przejmowaliśmy się niczym. Uśmiecham się na myśl, gdy trzymałeś mnie za rękę, kiedy mijaliśmy kolejne uliczki. Miałam pamiętać tylko dobre chwilę. I te takie są. Albo gdy wspólnie przeglądaliśmy w Internecie ogłoszenia hodowli psów i spieraliśmy się jaką rasę wybrać. A gdy w końcu doszliśmy do porozumienia, to nie potrafiliśmy zdecydować, którego z trzech psiaków wybierzemy. To są naprawdę miłe wspomnienia, bo cały czas się uśmiecham. Wiesz, myślę, że tych miłych wspomnień jest naprawdę więcej od tych zły. I muszę robić wszystko, by tylko pamiętać te radosne. Wiesz, że zawsze będę Cię kochać?   

 Sopot/Gdańsk
Bydgoszcz
Będzin/Dąbrowa Górnicza
Rzeszów
Ostrowiec Św. / Kielce
Łódź/ Bełchatów

Patrzę na te miasta, które wypisaliśmy tygodnie temu i nie chcę grać w żadnym z nich. Może ewentualnie Łódź byłabym w stanie przeżyć. Chociaż Wojtek coś momentami mówił o zmianie klubu. Nie chciał zdradzić co miał na myśli, ale mówił, że chcę więcej grać, że nie sztuką jest być w dobrym klubie i grzać ławę, czy wchodzić tylko na zmiany, gdy naprawdę inni sobie nie dają rady. Że woli przejść do troszkę słabszego zespołu, ale takiego, gdzie będzie mógł grać. Wcale mu się nie dziwię. Ale myślę, że jest naprawdę dobrym przyjacielem i nie chciałabym, aby grał na drugim końcu Polski. Dobrym przyjacielem, choć nie takim, jak Maciej. Jego nikt mi nie zastąpi. Przeglądam propozycje od klubów, które chcą mnie u siebie. Od razu wykreślam z listy Ostrowiec, czy Rzeszów. Muszyna wydaje mi się końcem świata, a poza tym… spędziliśmy tam krótki zimowy weekend rok temu i nie jestem gotowa, by tam teraz jechać. Spoglądam na propozycję Piły i Wrocławia. Nie mam swojego menadżera, dlatego sama muszę podjąć decyzję. Gdyby był tu Maciek, to pogrupowalibyśmy to tak, aby mieć miasta blisko siebie i z tego byśmy wybrali. Kręcę głową. Pora podejmować własne, dorosłe decyzje. Tylko dlaczego ciągle mam wrażenie, że nie jestem gotowa, by je podejmować?

Wiesz, zastanawiam się co Ty wybrałbyś na moim miejscu. Wiesz, w momencie, gdyby to mnie zabrał los, a Ty miałbyś zmienić klub. Czy wybrałbyś miejsce, o którym zawsze marzyłeś, czy zdecydował się na coś, co odrzucałeś, bo mnie nie będzie obok? A jeśli wybrałbyś to drugie, jeśli wybrałbyś miasto, którego nazwy nigdy nie wymieniłeś, to czy byłbyś szczęśliwy? Wiesz, przyzwyczaiłam się do wspólnego podejmowania decyzji. Teraz jedynie Spirika muszę brać pod uwagę. Ale co on może mieć do powiedzenia? Jemu wystarczy miejsce do spania, jedzenie w misce… i moja miłość? Uwielbiam tego psiaka. Teraz on stał się moim najlepszym przyjacielem, wiesz?

Wrocław? Piła? Wrocław? Piła? Powtarzam nazwy tych miast cały czas, gdy pakuje swoje rzeczy do kartonów. Czasami napotykam się na jakieś zapiski, które sporządzałeś. Listę zakupów, czy krótką informację, że sąsiadka mieszkająca nad Nami urządza imprezę urodzinową i może to potrwać do północy. Nie wyrzucam tych kartek. Chowam je do pudełka, w które wrzucam inne rzeczy. Twój zegarek, którego szukałeś w dniu wypadku, a który znalazł się na samym dnie szafy z ubraniami. Wrzucam tam Twój notatnik, w którym pisałeś różne mniej lub bardziej ważne sprawy. Tam też pojawia się kartka z numerem telefonu jakieś dziewczyny. W którymś momencie w moich rękach pojawia się Twoja meczowa koszulka. Tylko te koszulki zostały tutaj. Jak i te treningowe. Mam ochotę włączyć laptopa i obejrzeć Twoje zdjęcia z meczów, ale powstrzymuje się. Kolejne rzeczy lądują w kartonach. Robię sobie przerwę, wypijam szklankę wody i zabieram Spirika na spacer. Mijając kolejne uliczki mam przed oczami chwilę, które spędziłam z Maćkiem tutaj. Ciężko będzie zostawić tu te wszystkie wspomnienia. Wiem, że gdy wyjadę, to nie wrócę tu zbyt prędko. Prawdopodobnie na mecz ligowy, jeśli zostanę w Polsce. Bo gdzieś tam jeszcze jest propozycja z włoskiej ligi. Ale nie jestem jeszcze gotowa, by wyjeżdżać za granicę. Potrzebuję możliwości wpakowania się w pociąg, czy samochód i pojechania do kogoś, kto mi pomoże, gdy będę czuła, że znów jest źle. Obecnie po tym wyjeździe do Bełchatowa, a później do rodzinnej miejscowości Maćka, Szamotuł czuję się lekko lepiej.
-Cześć Miśka. –słyszę nagle, więc powracam do rzeczywistości. To Eryk stoi przede mną. Spirik poznaje chłopaka, więc podskakuje na dwie łapki domagając się przywitania również z nim.
-Hej. – uśmiecham się. – Dokąd zmierzasz?
-Właściwie, to będziesz się śmiała, ale do Ciebie. – oznajmił. – Mogę dołączyć do waszego spaceru?
-Pewnie. – odpowiadam. – Jak Twoje kolano?
-Wszystko chyba okej. – odpowiada. – Zaczynam od nowego tygodnia rehabilitację, może zdążę na początek nowego sezonu, zostaje tu, w Bielsku. A Ty Miśka?
-Póki co wybieram między Piła, a Wrocławiem. – odpowiadam. – Sama jeszcze nie wiem, co lepsze. Zaczęłam dzisiaj pakować wszystko w kartony, może pojadę na chwilę do rodziców, czuję, że nic mnie tu nie trzyma, poza wspomnieniami, które atakują mnie na każdym kroju, a ja momentami średnio sobie z tym radzę.
-Może potrzebujesz pomocy? – pyta. – W pakowaniu, czy coś?
-Dzięki za propozycję, ale daję radę. – mówię. – Maćka rzeczami zajęłam się z Jego mamą jakiś czas po pogrzebie, teraz właściwie znajduje takie, które zniknęły w jakiś dziwnych okolicznościach i nie mogliśmy ich znaleźć, albo takie, które były schowane i zapomniane przez nas.
-Będziesz się odzywała, prawda?  Wiem, że..
-Eryk, to, że wyjeżdżam, bo nie umiem tu żyć bez Maćka, to wcale nie znaczy, że odetnę się od wszystkich ludzi, których tu poznałam. – odpowiadam uśmiechając się. – Naprawdę dobrze będę wspominała okres, który tu spędziłam. Poznałam wspaniałych ludzi, których dziś mogę nazwać przyjaciółmi. Więc pamiętaj, telefony działają w dwie strony, dzwoń, gdy tylko będziesz chciał. A teraz mów z jakiej to okazji się do mnie wybierałeś?
-Chciałem zobaczyć jak się masz. – mówi. – Martwiłem się.
-Ale jak widzisz jakoś się trzymam. Wpadniesz na herbatę?
-Tylko Cię odprowadzę. – odpowiada. – Wiesz, dobrze widzieć Cię taką lekko uśmiechniętą.
-Staram się. Pewnego dnia sama stwierdzę, że wychodzi mi to coraz lepiej. Jednak na razie się staram. I cieszę się, że są ludzie, którym nadal zależy na moim szczęściu.

Wiesz, wiem, że Tobie zależało na moim szczęściu. Nie myśl, że o tym zapominam. Po prostu… ten jeden raz nie przewidziałeś tego, że Twoja lekkomyślność może sprawić, że szczęśliwa nie będę. Przecież wiesz, że gdybyś był obok, to byłabym szczęśliwa. Teraz też staram się cieszyć tym, co jest. Rodzimy się po to by żyć, żyjemy po to, by umierać, czyż nie tak wszyscy mówią? Mnie pewnego dnia też zabraknie. Za mną też kiedyś ktoś będzie płakał, ktoś także będzie myślał o tych chwilach, które ze mną spędził. Może dobrze, że to nie będziesz Ty? Bo sama dobrze wiem, jakie jest co ciężkie. I jak ciężko byłoby Tobie, gdybyśmy zamienili się rolami….

Pakuje z Antkiem kartony do bagażnika Jego samochodu. Chwilowo wrócę do domu rodzinnego, a później? Sama nie wiem. Nie chcę zostawiać siatkówki. Ale nie umiem też zdecydować gdzie chcę grać od nowego sezonu. Obecny zaraz się kończy, a to oznacza, że kluby zaczną naciskać, aby znaleźć kogoś na moje miejsce. W Bielsku już wyjaśniłam sytuację, nikt nie miał mi za złe, że wyjeżdżam. Życzono mi powodzenia. Wszyscy okazali się naprawdę życzliwi. Bo przecież mogłam grać. Mogłam odczekać te 2/3 tygodnie i zacząć trenować. Tylko nie umiałam się pozbierać. Kręcę głową, nie chcę znów o tym myśleć.

-Wszystko? – pyta Antek wkładając ostatni karton, w którym są wszystkie rzeczy, które przypominają mi o Maćku.
-Wszystko. – odpowiadam głaszcząc Spirika. – Możemy podrzucić klucze do klubu i wracać do domu.
Domu.. To dziwne, mój dom był tam, gdzie był Maciek. Tak mówiłam jeszcze parę miesięcy temu. Teraz jest zupełnie inaczej. Nie mam swojego miejsca. Opuszczam to pełne wspomnień, wracam do rodzinnego domu, w którym i tak nie będę długo, bo później wyjadę gdzieś, gdzie będę grać. I wtedy powinnam tamto miejsce nazywać domem.
Antek zostaje ze Spirikiem pod halą. Dziewczyny właśnie trenują przed ostatnim meczem, gdy idę do prezesa i oddaje mu klucze. Później żegnam się z dziewczynami. Każda przytula mnie i życzy powodzenia w nowym klubie. Może powinnam zostać na meczu, ale nie wiem, czy to dobry pomysł, dlatego wracam dzisiaj. Wracam do miejsca, w którym żyłam bez Ciebie. Może to dobry pomysł, by przypomnieć sobie, że kiedyś dawałam sobie radę bez Maćka?
 

  ______

Powoli kończę zapiski. Więc przed nami jeszcze nieco ponad 10 piątków. Zakładając, że będę się tu pojawiała co piąteczek.

Miłego weekendu. 

piątek, 1 stycznia 2016

VI.



Dwa dni później Wojtek odwozi mnie do Łodzi na pociąg. Spirik wyraźnie nie chce rozstawać się ze swoim nowym przyjacielem, z którym codziennie rano wychodził na długie spacery. Na takie, na jakie to Ty miałeś go zabierać i robiłeś to przez krótkie chwile. Sama przypominam sobie pytanie Włodarczyka, że czy może chciałabym zostać w Bełchatowie na dłużej. Naprawdę dobrze było spędzić kilka dni z dala od Bielska. Wiem jednak, że gdybym znów potrzebowała przyjaciół, to mogę tu przyjechać, a oni wysłuchają i pomogą. Spirik znów całą drogę w pociągu spędza na moich kolanach, zwinięty w kłębek i śpiący. Nie wracamy jednak do Katowic. Pociąg jedzie w kierunku Poznania. Na Śląsk wrócę jutro. Wczoraj wieczorem zadzwoniła mama Maćka z pytaniem jak się mam, a ja pomyślałam, że chciałabym przyjechać nad grób Maćka. Nie byłam tam od dnia pogrzebu. Chociaż nie wiem, czy jestem na to gotowa, to wiem, że jeśli nie pojadę tam teraz, gdy chyba lekko się poskładałam, to później to może być jeszcze trudniejsze. W Poznaniu przesiadam się w pociąg do rodzinnej miejscowości Maćka, skąd odbiera mnie Jego mama. Spirik łasi się do niej, a ja uśmiecham się na ten widok. W mieszkaniu rodziców Maćka psiak od razu zaczyna biegać po mieszkaniu. U Wojtka był spokojny, a tu… istny diabeł. Wygląda, jakby kogoś szukał. Doskonale wiem kogo i łzy cisną mi się do oczu.
-Spirik, noga! – wołam psa, gdy obiega trzeci raz stół.
-Jemu też go brakuje. – stwierdza mama Maćka podając mi kubek z herbatą. – Zjemy obiad i zabiorę Cię na cmentarz.
-Dziękuje. – mówię. – Spirik, spokój!
Pies spogląda na mnie, po czym kładzie się obok smutny. Czy on też chciałby, żebyś zbiegł z piętra po schodach i przywitał nas tak, jak witałeś po powrocie z meczu? Kręcę głową, nie mogę płakać.
-Spirik! – słyszę pisk Laury. – Kochany pies, dobry piesek.
Uśmiecham się przestając słuchać mamę Maćka widząc psa, który liżę młodszą siostrę Maćka po twarzy.
-Mogę go zabrać na spacer Miśka, mogę, mogę? – pyta głaszcząc go za uchem.
-Zaraz będzie obiad Skarbie. – oznajmia jej mama. – Później weźmiemy Spirika do parku, a Michalinę odprowadzimy na cmentarz.
-Ale ja będę trzymała smycz. – od razu zaznacza. – Mogę Miśka?
-Pewnie. – kiwam głową.
Pamiętam jak to z Laurą witałeś się pierwszy. Brałeś ją w ramiona, okręcałeś was wokół i całowałeś jej czoło. Byłeś wspaniałym starszym bratem. Takim, którego zazdrościło Laurze wielu ludzi. Sama miałam Antka, ale z nim często się kłóciłam, gdy byliśmy młodsi. Ty nigdy nie kłóciłeś się z Laurą. Potrafiłeś ją zabrać z Nami na spacer, bo wiedziałeś, że tęskni za Tobą i najchętniej nie puściłaby Cię nigdzie, gdy tylko byłeś blisko.

Wiesz, patrząc na Laurę i przypominając sobie te wszystkie chwile, które spędzaliście razem zdałam sobie sprawę, że to nie tylko ja cierpię po Twojej stracie. Laurze na pewno też Ciebie brakuje. Ale ona szła w stronę parku ze Spirikiem z uśmiechem na twarzy. Nie, nie miałam jej za złe, że nie wygląda na przygnębioną. Każdy na swój sposób przeżywa Twoją stratę. To wcale nie tak, ze po innych to spłynęło. Ja też pewnego dnia się pozbieram. Wiesz o tym, prawda?

-Gdy wyjedziesz z cmentarza zadzwoń. – prosi mama Maćka. – Chodź Laura.
Uśmiecham się lekko do nich i pcham delikatnie bramę cmentarza. Dopadają mnie wątpliwości, czy dam radę, ale nie mogę się wycofać. Spoglądam jeszcze na Spirika, który jest na rękach Laury, ponieważ nie chciał z Nimi iść. Nie lubię go zostawiać u innych, on chyba też nie lubi chwil, gdy mnie nie ma obok niego. Może boi się, że zniknę, tak, jak zniknąłeś Ty?
Mijam kolejne alejki, by w końcu skręcić w tą, na której końcu spoczywa Twój grób. Nie widziałam go jeszcze. Pamiętam to miejsce jako całe zapełnione kwiatami po Twoim pogrzebie. Pamiętam nadal jak stałam obok miejsca Twojego spoczynku i przemawiałam do tłumu nie mogąc pojąc, że to naprawdę koniec. W końcu jestem. Widzę marmurowy nagrobek z pozłacanym napisem:

Maciej Wilański
 ur. 11.01.1994 r. zm. 20.02.2015 r.

Obok tego jest Twoje zdjęcie. Uśmiechniętego Ciebie. Łza gdzieś wymyka się spod powiek. Miałam nie płakać. Miałam nie płakać. Ale.. będę płakać.


Wiesz, stoję tutaj, patrzę na Twój uśmiech, a później na słońce, które tego dnia jest dla mnie łaskawe i ukazuje setki promyków. W głowie słyszę Twój śmiech. Ocieram łzę. Wiesz, to chyba jednak trudniejsze, niż myślałam. Nie chcę płakać, bo dawniej, gdy płakałam, to Ty zawsze byłeś obok. Tuliłeś mnie do swojego boku, szeptałeś, że nie mogę płakać, bo gdy ja płaczę, to i Ty masz ochotę się rozpłakać. Tęsknię za Tobą. Spirik tęskni, ja tęsknie, wszyscy tęsknimy. Dlaczego nie mogłam Cię zmusić, byś zapiął te pasy? Minęło tyle czasu, mamy już koniec kwietnia, a ja nadal nie umiem sobie tego wybaczyć. Każdy dzień to walka, by nie zrobić nic głupiego. Czasami udaję przed innymi, że wszystko jest dobrze. Ostatnie dni w Bełchatowie pomogły, ale nie wiem na jak długo. Nie wiem, czy w Bielsku nie dopadnie mnie znów ten stan, co wcześniej, gdy będę obwiniała się o wszystko. Może powinnam skorzystać z propozycji Wojtka? Może Bełchatów to była by dobra myśl? Sezon zaraz się kończy. Mieliśmy razem myśleć nad zmianą otoczenia, ale zostawiłeś mnie z tym samą. Byłeś w moich marzeniach, byłeś brany pod uwagę w każdej decyzji, które mieliśmy teraz razem podejmować. Co więc mam teraz zrobić? Wyjechać z Bielska, ale co dalej? Zrezygnować z siatkówki, czy dalej walczyć o zaistnienie w wielkiej siatkówce? Oboje o tym marzyliśmy. Znów wracam myślami do tej listy, którą mam schować po powrocie. Czy mam się nią jednak pokierować? Czy wybrać klub, który odrzuciliśmy, bo nie mogliśmy tam być razem? Może to by pomogło? Brak jakichkolwiek wspomnień z Tobą w nowym miejscu? Nie, nie chce zapominać. Chcę zacząć spróbować żyć tak, jak żyłam jeszcze przed poznaniem Ciebie. Chociaż sama mam ogromne wątpliwości, czy to w ogóle jest możliwe. Ale przyjechałam tu z myślą, że przyjazd tu może pomoże. Może w końcu zrozumiem, że nie mogę żyć złudzeniem, że gdzieś tutaj jesteś. Jesteś tylko promyczkiem słońca, ale nigdy już mnie nie przytulisz, nigdy nie powiesz, jak bardzo mnie kochasz. Już nigdy nie będziemy rano biegać w panice, że zaspaliśmy na trening, by okazało się, że to tylko jedno z nas zaspało. Nie będziemy już eksperymentować przy gotowaniu obiadu, aby godzinę później skierować się jednak do restauracji za rogiem, bo znów nam nie wyszło, jak co wtorek. Nie będziemy się wypychać na wieczorny spacer ze Spirkiem. Nie wiem, co boli mnie najbardziej. Brak Twojego głosu rano, czy wszystko na równo. Wiem, że nigdy więcej już Cię nie zobaczę. Nie powiesz mi, że mnie kochasz. Nie będziesz czekał pod halą, gdy będę wracała z wyjazdowego meczu. Nie będziesz przynosił mi kanapek do łóżka w niedzielny poranek. Tylu rzeczy nie zrobimy już wspólnie. Z każdym kolejnym dniem dochodzi do mnie jeszcze bardziej, że najwspanialsze chwile mojego życia są już za mną i nic nie będzie już nigdy takie, jak wtedy.
Wiesz, byłeś naprawdę wspaniały. Byłeś wspaniałym kolegą, przyjacielem, chłopakiem, narzeczonym… byłeś Wspaniałym Wszystkim. Byłeś najwspanialszym, co spotkało mnie w życiu. Zawsze będziesz. Teraz jesteś wspaniałym wspomnieniem. Dziękuje Ci za wszystkie chwile, które spędziliśmy razem. Bądź moim promyczkiem słońca zawsze. Bo ludzie znikają, tak, jak zniknąłeś Ty, ale słońce jest zawsze. Czasami przysłonią je chmury, czasami pojawi się deszcz, ale słońce zawsze wraca. Wiesz, gdybyś był słońcem, to wracałbyś do mnie zawsze. Tylko nie jesteś i nie wrócisz. Nie wrócisz do mnie, nie wrócisz do mieszkania, nie wrócisz na boisko, nie wrócisz nigdzie. I wiesz, to właśnie boli tak bardzo. Że nie wrócisz.

Jeszcze dłuższą chwilę stoję nad nagrobkiem Maćka. Ocieram łzy rękawem bluzy. Nie chce stąd odchodzić. Może chciałabym tam być razem z nim? Może i myślałabym o tym, aby znaleźć się tam razem z nim, ale od razu przypomina mi się, że nie mogę tego zrobić. Mam przecież tyle rzeczy do zrobienia. I… wiem, to głupie, ale mam psa, który od śmierci Maćka towarzyszy mi każdego dnia. Spoglądam ostatni raz na nagrobek i odwracam się, kierując ku wyjściu z cmentarza. Dopiero tam wybieram numer mamy Maćka, a później ruszam w stronę parku, gdzie jesteśmy umówione. Dam sobie radę. Musze tylko zacząć działać, a nie stać w miejscu i dołować się wspomnieniami.

Wiesz, kocham Cię. I będę tu wracać. I postaram się tutaj dotrzeć wcześniej, niż tak jak teraz, po dwóch miesiącach. Wybaczysz mi, że tyle czasu zajęło mi odwiedzenie Ciebie?

-No już jestem Spirik, no już. – mruczę biorąc psa na ręce. – Przecież nie zostawiłabym Cie.
Laura uśmiecha się na te słowa, a Spirik liże mnie po twarzy. Może ten pies naprawdę rozumie więcej, niż jestem w stanie sobie wyobrazić?
-Widzisz psiaku, mówiłam, że Miśka cię nie zostawi.  – odpowiada Laura. 
-Wszystko dobrze? – słyszę pytanie z ust mamy Maćka.
-Tak, wszystko dobrze. – odpowiadam stawiając psa na trawie. – Wracamy do Waszego mieszkania?
-To też Twój dom Miśka. – oznajmia. – Możesz do nas przyjechać kiedy tylko zechcesz, pamiętaj o tym.
Przytulam ją. Ciekawe, czy wie jak wiele te słowa dla mnie znaczą. Bo dobrze jest wiedzieć, że mogę tu przyjechać i będę miała się gdzie zatrzymać. Chociaż wolałabym przyjeżdżać tutaj z Tobą w odwiedziny Twojej rodziny, niż do Twojej rodziny, by odwiedzić Twój grób. Teraz jednak za późno, by powiedzieć komuś o tym, by pisał dla nas inny scenariusz. Nikt nie weźmie poprawek na nasze życie. I nadal żałuję, że nie można wymazać tego, co się nie udało i zmienić toru wydarzeń. Bo wtedy zrobiłabym wszystko, by Maciek był obok. Jednak jest już za późno. Zdecydowanie za późno.
____________
Obiecałam, że tym razem będę na czas w piątek, więc dotrzymuje słowa. Chociaż oczy nadal chcą mi się zamknąć, choć spałam tyle, co zawsze. No nic, tyle ode mnie.

Wszystkiego dobrego w nowym roku!