piątek, 1 stycznia 2016

VI.



Dwa dni później Wojtek odwozi mnie do Łodzi na pociąg. Spirik wyraźnie nie chce rozstawać się ze swoim nowym przyjacielem, z którym codziennie rano wychodził na długie spacery. Na takie, na jakie to Ty miałeś go zabierać i robiłeś to przez krótkie chwile. Sama przypominam sobie pytanie Włodarczyka, że czy może chciałabym zostać w Bełchatowie na dłużej. Naprawdę dobrze było spędzić kilka dni z dala od Bielska. Wiem jednak, że gdybym znów potrzebowała przyjaciół, to mogę tu przyjechać, a oni wysłuchają i pomogą. Spirik znów całą drogę w pociągu spędza na moich kolanach, zwinięty w kłębek i śpiący. Nie wracamy jednak do Katowic. Pociąg jedzie w kierunku Poznania. Na Śląsk wrócę jutro. Wczoraj wieczorem zadzwoniła mama Maćka z pytaniem jak się mam, a ja pomyślałam, że chciałabym przyjechać nad grób Maćka. Nie byłam tam od dnia pogrzebu. Chociaż nie wiem, czy jestem na to gotowa, to wiem, że jeśli nie pojadę tam teraz, gdy chyba lekko się poskładałam, to później to może być jeszcze trudniejsze. W Poznaniu przesiadam się w pociąg do rodzinnej miejscowości Maćka, skąd odbiera mnie Jego mama. Spirik łasi się do niej, a ja uśmiecham się na ten widok. W mieszkaniu rodziców Maćka psiak od razu zaczyna biegać po mieszkaniu. U Wojtka był spokojny, a tu… istny diabeł. Wygląda, jakby kogoś szukał. Doskonale wiem kogo i łzy cisną mi się do oczu.
-Spirik, noga! – wołam psa, gdy obiega trzeci raz stół.
-Jemu też go brakuje. – stwierdza mama Maćka podając mi kubek z herbatą. – Zjemy obiad i zabiorę Cię na cmentarz.
-Dziękuje. – mówię. – Spirik, spokój!
Pies spogląda na mnie, po czym kładzie się obok smutny. Czy on też chciałby, żebyś zbiegł z piętra po schodach i przywitał nas tak, jak witałeś po powrocie z meczu? Kręcę głową, nie mogę płakać.
-Spirik! – słyszę pisk Laury. – Kochany pies, dobry piesek.
Uśmiecham się przestając słuchać mamę Maćka widząc psa, który liżę młodszą siostrę Maćka po twarzy.
-Mogę go zabrać na spacer Miśka, mogę, mogę? – pyta głaszcząc go za uchem.
-Zaraz będzie obiad Skarbie. – oznajmia jej mama. – Później weźmiemy Spirika do parku, a Michalinę odprowadzimy na cmentarz.
-Ale ja będę trzymała smycz. – od razu zaznacza. – Mogę Miśka?
-Pewnie. – kiwam głową.
Pamiętam jak to z Laurą witałeś się pierwszy. Brałeś ją w ramiona, okręcałeś was wokół i całowałeś jej czoło. Byłeś wspaniałym starszym bratem. Takim, którego zazdrościło Laurze wielu ludzi. Sama miałam Antka, ale z nim często się kłóciłam, gdy byliśmy młodsi. Ty nigdy nie kłóciłeś się z Laurą. Potrafiłeś ją zabrać z Nami na spacer, bo wiedziałeś, że tęskni za Tobą i najchętniej nie puściłaby Cię nigdzie, gdy tylko byłeś blisko.

Wiesz, patrząc na Laurę i przypominając sobie te wszystkie chwile, które spędzaliście razem zdałam sobie sprawę, że to nie tylko ja cierpię po Twojej stracie. Laurze na pewno też Ciebie brakuje. Ale ona szła w stronę parku ze Spirikiem z uśmiechem na twarzy. Nie, nie miałam jej za złe, że nie wygląda na przygnębioną. Każdy na swój sposób przeżywa Twoją stratę. To wcale nie tak, ze po innych to spłynęło. Ja też pewnego dnia się pozbieram. Wiesz o tym, prawda?

-Gdy wyjedziesz z cmentarza zadzwoń. – prosi mama Maćka. – Chodź Laura.
Uśmiecham się lekko do nich i pcham delikatnie bramę cmentarza. Dopadają mnie wątpliwości, czy dam radę, ale nie mogę się wycofać. Spoglądam jeszcze na Spirika, który jest na rękach Laury, ponieważ nie chciał z Nimi iść. Nie lubię go zostawiać u innych, on chyba też nie lubi chwil, gdy mnie nie ma obok niego. Może boi się, że zniknę, tak, jak zniknąłeś Ty?
Mijam kolejne alejki, by w końcu skręcić w tą, na której końcu spoczywa Twój grób. Nie widziałam go jeszcze. Pamiętam to miejsce jako całe zapełnione kwiatami po Twoim pogrzebie. Pamiętam nadal jak stałam obok miejsca Twojego spoczynku i przemawiałam do tłumu nie mogąc pojąc, że to naprawdę koniec. W końcu jestem. Widzę marmurowy nagrobek z pozłacanym napisem:

Maciej Wilański
 ur. 11.01.1994 r. zm. 20.02.2015 r.

Obok tego jest Twoje zdjęcie. Uśmiechniętego Ciebie. Łza gdzieś wymyka się spod powiek. Miałam nie płakać. Miałam nie płakać. Ale.. będę płakać.


Wiesz, stoję tutaj, patrzę na Twój uśmiech, a później na słońce, które tego dnia jest dla mnie łaskawe i ukazuje setki promyków. W głowie słyszę Twój śmiech. Ocieram łzę. Wiesz, to chyba jednak trudniejsze, niż myślałam. Nie chcę płakać, bo dawniej, gdy płakałam, to Ty zawsze byłeś obok. Tuliłeś mnie do swojego boku, szeptałeś, że nie mogę płakać, bo gdy ja płaczę, to i Ty masz ochotę się rozpłakać. Tęsknię za Tobą. Spirik tęskni, ja tęsknie, wszyscy tęsknimy. Dlaczego nie mogłam Cię zmusić, byś zapiął te pasy? Minęło tyle czasu, mamy już koniec kwietnia, a ja nadal nie umiem sobie tego wybaczyć. Każdy dzień to walka, by nie zrobić nic głupiego. Czasami udaję przed innymi, że wszystko jest dobrze. Ostatnie dni w Bełchatowie pomogły, ale nie wiem na jak długo. Nie wiem, czy w Bielsku nie dopadnie mnie znów ten stan, co wcześniej, gdy będę obwiniała się o wszystko. Może powinnam skorzystać z propozycji Wojtka? Może Bełchatów to była by dobra myśl? Sezon zaraz się kończy. Mieliśmy razem myśleć nad zmianą otoczenia, ale zostawiłeś mnie z tym samą. Byłeś w moich marzeniach, byłeś brany pod uwagę w każdej decyzji, które mieliśmy teraz razem podejmować. Co więc mam teraz zrobić? Wyjechać z Bielska, ale co dalej? Zrezygnować z siatkówki, czy dalej walczyć o zaistnienie w wielkiej siatkówce? Oboje o tym marzyliśmy. Znów wracam myślami do tej listy, którą mam schować po powrocie. Czy mam się nią jednak pokierować? Czy wybrać klub, który odrzuciliśmy, bo nie mogliśmy tam być razem? Może to by pomogło? Brak jakichkolwiek wspomnień z Tobą w nowym miejscu? Nie, nie chce zapominać. Chcę zacząć spróbować żyć tak, jak żyłam jeszcze przed poznaniem Ciebie. Chociaż sama mam ogromne wątpliwości, czy to w ogóle jest możliwe. Ale przyjechałam tu z myślą, że przyjazd tu może pomoże. Może w końcu zrozumiem, że nie mogę żyć złudzeniem, że gdzieś tutaj jesteś. Jesteś tylko promyczkiem słońca, ale nigdy już mnie nie przytulisz, nigdy nie powiesz, jak bardzo mnie kochasz. Już nigdy nie będziemy rano biegać w panice, że zaspaliśmy na trening, by okazało się, że to tylko jedno z nas zaspało. Nie będziemy już eksperymentować przy gotowaniu obiadu, aby godzinę później skierować się jednak do restauracji za rogiem, bo znów nam nie wyszło, jak co wtorek. Nie będziemy się wypychać na wieczorny spacer ze Spirkiem. Nie wiem, co boli mnie najbardziej. Brak Twojego głosu rano, czy wszystko na równo. Wiem, że nigdy więcej już Cię nie zobaczę. Nie powiesz mi, że mnie kochasz. Nie będziesz czekał pod halą, gdy będę wracała z wyjazdowego meczu. Nie będziesz przynosił mi kanapek do łóżka w niedzielny poranek. Tylu rzeczy nie zrobimy już wspólnie. Z każdym kolejnym dniem dochodzi do mnie jeszcze bardziej, że najwspanialsze chwile mojego życia są już za mną i nic nie będzie już nigdy takie, jak wtedy.
Wiesz, byłeś naprawdę wspaniały. Byłeś wspaniałym kolegą, przyjacielem, chłopakiem, narzeczonym… byłeś Wspaniałym Wszystkim. Byłeś najwspanialszym, co spotkało mnie w życiu. Zawsze będziesz. Teraz jesteś wspaniałym wspomnieniem. Dziękuje Ci za wszystkie chwile, które spędziliśmy razem. Bądź moim promyczkiem słońca zawsze. Bo ludzie znikają, tak, jak zniknąłeś Ty, ale słońce jest zawsze. Czasami przysłonią je chmury, czasami pojawi się deszcz, ale słońce zawsze wraca. Wiesz, gdybyś był słońcem, to wracałbyś do mnie zawsze. Tylko nie jesteś i nie wrócisz. Nie wrócisz do mnie, nie wrócisz do mieszkania, nie wrócisz na boisko, nie wrócisz nigdzie. I wiesz, to właśnie boli tak bardzo. Że nie wrócisz.

Jeszcze dłuższą chwilę stoję nad nagrobkiem Maćka. Ocieram łzy rękawem bluzy. Nie chce stąd odchodzić. Może chciałabym tam być razem z nim? Może i myślałabym o tym, aby znaleźć się tam razem z nim, ale od razu przypomina mi się, że nie mogę tego zrobić. Mam przecież tyle rzeczy do zrobienia. I… wiem, to głupie, ale mam psa, który od śmierci Maćka towarzyszy mi każdego dnia. Spoglądam ostatni raz na nagrobek i odwracam się, kierując ku wyjściu z cmentarza. Dopiero tam wybieram numer mamy Maćka, a później ruszam w stronę parku, gdzie jesteśmy umówione. Dam sobie radę. Musze tylko zacząć działać, a nie stać w miejscu i dołować się wspomnieniami.

Wiesz, kocham Cię. I będę tu wracać. I postaram się tutaj dotrzeć wcześniej, niż tak jak teraz, po dwóch miesiącach. Wybaczysz mi, że tyle czasu zajęło mi odwiedzenie Ciebie?

-No już jestem Spirik, no już. – mruczę biorąc psa na ręce. – Przecież nie zostawiłabym Cie.
Laura uśmiecha się na te słowa, a Spirik liże mnie po twarzy. Może ten pies naprawdę rozumie więcej, niż jestem w stanie sobie wyobrazić?
-Widzisz psiaku, mówiłam, że Miśka cię nie zostawi.  – odpowiada Laura. 
-Wszystko dobrze? – słyszę pytanie z ust mamy Maćka.
-Tak, wszystko dobrze. – odpowiadam stawiając psa na trawie. – Wracamy do Waszego mieszkania?
-To też Twój dom Miśka. – oznajmia. – Możesz do nas przyjechać kiedy tylko zechcesz, pamiętaj o tym.
Przytulam ją. Ciekawe, czy wie jak wiele te słowa dla mnie znaczą. Bo dobrze jest wiedzieć, że mogę tu przyjechać i będę miała się gdzie zatrzymać. Chociaż wolałabym przyjeżdżać tutaj z Tobą w odwiedziny Twojej rodziny, niż do Twojej rodziny, by odwiedzić Twój grób. Teraz jednak za późno, by powiedzieć komuś o tym, by pisał dla nas inny scenariusz. Nikt nie weźmie poprawek na nasze życie. I nadal żałuję, że nie można wymazać tego, co się nie udało i zmienić toru wydarzeń. Bo wtedy zrobiłabym wszystko, by Maciek był obok. Jednak jest już za późno. Zdecydowanie za późno.
____________
Obiecałam, że tym razem będę na czas w piątek, więc dotrzymuje słowa. Chociaż oczy nadal chcą mi się zamknąć, choć spałam tyle, co zawsze. No nic, tyle ode mnie.

Wszystkiego dobrego w nowym roku! 

1 komentarz: