poniedziałek, 28 grudnia 2015

V.



Wiesz, pamiętam, jak się cieszyłeś po rozegraniu meczu w Bełchatowie. Co prawda Bielsko przegrało 3:0, ale zagrałeś przez kawałek meczu i mówiłeś, że chciałbyś zagrać tu kiedyś. Mówiłeś, że Bełchatów to idealne miejsce dla siatkarza. Kibice, cała otoczka wokół klubu. To było Twoje marzenie i z taką pasją wypowiadałeś się o grze na tej hali, że na naszej kartce pojawiło się właśnie to miasto i Łódź. Lubiłam Cię takiego szczęśliwego, jak w tamtym momencie, gdy opowiadałeś o wyjeździe do Bełchatowa. Twój uśmiech i śmiech. Może to właśnie w Twoim uśmiechu zakochałam się najbardziej? Gdy się uśmiechałeś, to i ja byłam szczęśliwa. Ty byłeś moją definicją szczęścia. Więc jak mam być szczęśliwa teraz, gdy Cię nie ma?

-Jak tam Miśka? – pyta Karol siadając obok mnie. – Trzymasz się?
-Ciebie wysłali na spytki? – odpowiadam pytaniem. – Żyję, jak widzisz. Niestety zapięłam pasy, więc żyje.

Wiesz, to nie jest życie. Bez Ciebie nie mam na nic siły. I będę obwiniała siebie za to, że nie przypilnowałam Ciebie, że nie zapięłam Ci tych pasów za Ciebie. I Ciebie, Maćku, za to, że byłeś tak bezmyślny i nie zapiąłeś ich sam.. I za to, że zostawiłeś mnie na świecie samą.

-Miśka? – spogląda na mnie uważnie.
-Po prostu sobie nie radzę, tyle. – wzruszam ramionami. – Chyba uciekłam z Bielska tutaj, bo nie umiem tam siedzieć i udawać, że wszystko jest dobrze, kiedy nie jest.
-Miśka…
-Karol, proszę, nie mów, że będzie dobrze. – mruczę. – Wiem, że minęło trochę czasu, wiem, że muszę żyć dalej. Muszę tylko postawić siebie do pionu, potrzebowałam odpoczynku od miejsc, które miałam na co dzień i które mi o nim przypominały. Wszyscy myślą, że jest dobrze, a naprawdę nie jest. Nigdy sobie nie wybaczę, że nie zmusiłam go do zapięcia pasów.
Łzy znów gromadzą się w moich oczach, więc środkowy obejmuje mnie, a ja wtulam się w Niego ufnie. Dlaczego z każdym dniem jest coraz trudniej? Dlaczego każdego kolejnego dnia rozpadam się na coraz mniejsze kawałeczki i nie mogę ich poskładać?
-Gdyby wiedział co się stanie, to dwa razy by je zapiął. – wyszeptał cicho. – Nie zdawał sobie sprawy z tego, co może się wydarzyć. Gdyby mógł przewidzieć przyszłość, to dziś byłby tu razem z Nami. Nie każę Ci o nim zapominać, bo wiem, że się nie da. Ale pamiętaj tylko te dobre chwile i rób wszystko, by wspominać Go z uśmiechem. Nie będę mówił, że on nie chciałby, abyś płakała. Bo i Ty i ja wiemy, że on nie chciał nas zostawiać. Bądź silna Malutka.
-Dzięki Karol. – mruczę w kłosową koszulkę.
Nie chcę patrzeć na resztę siatkarzy. Staram się zapamiętać wszystko, co powiedział Karol. Potrzebuję tych słów, by walczyć. Walczyć o powrót do dawnego życia, gdzie nie będzie już tego, którego uważałam za całe moje życie.

Wiesz, myślę, że nie chciałeś, bym płakała. Naprawdę tak myślę. Nie wiem, czy powtarzam się z tą myślą, czy nie. Wiem, że nie chciałeś, bym cierpiała. Nie chciałeś, bym myślała o zakończeniu swojego życia. Zawsze myślałeś, że jestem silna. Wiesz, ja też tak myślałam. Więc jeśli ktoś chciał mi pokazać, że nie jestem, to czy musiał zabierać mi akurat Ciebie?

Wojtek stuka w klawiaturę laptopa zerkając na mnie co parę minut. Tak, jak i wczorajszego wieczoru, tak i teraz piję gorącą herbatę. Spirik gryzie pluszowego misia, którego wytargał Włodarczykowi spod łóżka. Przyjmujący tylko się roześmiał, gdy zobaczył co trzyma w pysku mój pupil, stwierdzając, że dostał go od jakieś nachalnej dziewczyny, więc właściwie dobrze, że psiak sobie zabrał zabawkę.
-Wojtek… - zaczynam cicho. – Myślisz, że nadejdzie taki dzień, gdy wstanę rano i będę pamiętać tylko te dobre chwile, a nie to, jak bardzo mi go brakuje?
-Myślę, że potrzebujesz nadal czasu. – oznajmia wstając, by usiąść obok mnie. – Byliście parą papużek nierozłączek, więc to normalne, że nadal Ci go brakuje i…
-… i nie mam ochoty żyć. – mruczę. – Naprawdę staram się poukładać sobie życie. Czuję się, jakby ktoś wyrwał mi serce. A przecież człowiek umiera, gdy serce przestaje pracować. I ja czasami właśnie tak się czuję. Jak człowiek bez serca, któremu ktoś chce wmówić, że tak da się żyć.
-Nie chcę zabrzmieć głupio, ale… ale kiedyś żyłaś bez Niego. – zaczyna spokojnie Wojtek, jakby bał się, że Jego słowa mnie zranią. – Wiem, że to naprawdę głupio brzmi, ale może musisz uciec w treningi? Musisz znaleźć coś nowego, co zajmie Ci czas.  Nikt nie sprawi, że przestaniesz o Nim myśleć, ale… Miśka, my wszyscy chcemy dobrze, ale nie chcemy też sprawić, że poczujesz się przytłoczona. Zawsze będziemy obok i musisz o tym wiedzieć, ale nie możemy kierować Twoim życiem. Tylko ty znajdziesz sposób na to, by poradzić sobie z tym wszystkim. Ja mogę tylko stać obok, wspierać Cię, posłużyć ramieniem, gdy będziesz chciała się wypłakać, mogę Cię wysłuchać, mogę Ci doradzić, ale to Ty musisz sobie dać radę i znaleźć receptę na Nowe życie.
-Dziękuje Ci, że jesteś. – mówię wtulając się w Niego tak samo, jak w Kłosa. – To naprawdę wiele dla mnie znaczy. 
Staram się zapamiętać wszystkie te słowa, by zwalczyć te, które pojawiają się w mojej głowie i które chcą, bym się poddała. Ale ja nie chcę się poddawać. Chcę walczyć. Nawet jeśli walka w pojedynkę jest tysiąc razy trudniejsza od wspólnej walki. Od chwil, gdy razem z Tobą stawałam naprzeciw światu. Gdy wiedziałam, że razem możemy wszystko. Dlaczego więc sama nie mogę dać sobie rady?


Wiesz, Ty zawsze walczyłeś. O miejsce w składzie, o lepsze jutro. O to, bym była szczęśliwa. Też chcę walczyć. Naprawdę się staram. I wiesz, skoro nie jesteś moim promyczkiem na ziemi, to mogę myśleć, że jesteś jednym z promieni słońca, które widzę codziennie na niebie? Mogę myśleć, że mam Swój własny promyczek Bądź moim promyczkiem nadal, który sprawi, że każdy kolejny dzień będzie moim lepszym „wczoraj”, ale gorszym „jutro”. Niech „dziś” będzie dobrym dniem. 

Budzę się przed siódmą. Moją pierwszą myślą nie jest to, że nie usłyszę Twojego głosu. Pierwsze o czym myślę, to pytanie, dlaczego Spirik szczeka i co się dzieje. Przecieram zaspane oczy i spoglądam w kierunku, z którego odzywa się mój psiak.

-Co się dzieje? – pytam spoglądając na Wojtka.

-Siedział przy szybie balkonowej i zaczął szczekać. – odpowiada przyjmujący. – Chyba zobaczył psa sąsiadki. Zaraz wezmę go na spacer, wracaj spać.
-Przejdę się z Wami. – oznajmiam.
Dwadzieścia minut później spacerujemy uliczkami Bełchatowa. To małe, ale urokliwe miasto. Okazuje się, że na halę nie ma wcale tak daleko, bo gdy mijamy stadion GKSu Bełchatów Wojtek oznajmia, że gdybyśmy poszli prosto, a później skręcili w lewo, to trafilibyśmy na Energię, ale wczoraj jechaliśmy okrężną drogą. Kiwam głową ze zrozumieniem znów myśląc o tym, że gdybyś żył, to kiedyś to trzymając Ciebie za rękę byłabym tutaj. Wojtek opowiada o czymś, ale nie umiem go słuchać. Ciągle myślę o tym, co miało być, ale tego nigdy nie będzie.
-Co jest dla Ciebie teraz najtrudniejsze? – słyszę pytanie przyjmującego.
-Pogodzenie się z tym, że nie ma go obok. – wzdycham. – Nie potrafię sobie poradzić z tym każdego poranka. Chociaż dziś bardziej przeraziło mnie dlaczego Spirik szczeka i to chyba był pierwszy poranek od tamtego dnia, gdy rano nie pomyślałam o tym, że chciałabym usłyszeć Jego głos.
-A z wypadku wiele pamiętasz? – pyta.
-Było późno, właściwie już przysypiałam. – zaczynam powoli. Nie wiem, czy chce przywoływać sobie obraz z wypadku znów przed oczy. – Aleks siedział z przodu, obok Zośki, ja siedziałam z lewej strony z tyłu, w środku Eryk, a obok Niego Maciek. Otworzyłam oczy w momencie uderzenia, nie wiedziałam co się dzieje. Słyszałam, że pęka szyba i jakby ktoś wypadł. Maciek… Maćka też wyrzuciło do przodu. Zośka płakała, Eryk krzyczał z bólu, a ja.. ja wołałam Maćka. Nie odpowiadał. Później zbiegli się ludzie, próbowali nas wydostać z samochodu. Pamiętam, jak przez łzy błagałam, by Maciek się odezwał. Nie wiem, jak dałam się wyciągnąć z tego samochodu prosząc, by ktoś powiedział mi, co z nim. Właściwie dopiero w szpitalu dowiedziałam się, że i on i Aleks nie mieli szansy na przeżycie. Mi właściwie nic nie było, Zośka też się jakoś trzymała, gorzej było z Erykiem, ale.. ale żyliśmy.
-Miśka..
-Wojtek, ja wiem, się martwisz. – mówię cicho. – Dziękuje za wszystko, wszyscy jesteście wspaniali, mówicie takie słowa, które sprawiają, że staram się, jak mogę. Wiem, że wszystko będzie dobrze, nie chce słuchać tego po raz kolejny. Może po prostu potrzebuję jeszcze więcej czasu, niż inni ludzie. Byliśmy z Maćkiem nierozłączni, dlatego mi tak trudno. Wszystkie moje plany miały Jego na pierwszym miejscu. I ciężko mi zastąpić Jego czymś innym. Ale dam radę. Tylko sama muszę na nowo odnaleźć moje miejsce.
-Może chciałabyś zostań tu na dłużej? – pyta.
-Dzięki za propozycje. – mówię spoglądając na blokowisko, które mijamy. – Ale to chyba nie jest moje miejsce. Też było jednym z tych, w którym miałam być razem z Nim. Muszę chyba wybrać miasto, w którym nie chcieliśmy być razem. Tylko tak się uwolnię od myśli o czym marzył on, o czym marzyłam ja i co mieliśmy robić razem.

Wiesz, nie chcę wyrzucać Cię z moich myśli. Chcę, byś był ze mną każdego dnia. Więc bądź tym promyczkiem słońca, o którym wspominałam już. Ale pozwól, że naprawdę spróbuję żyć bez myśli, co właśnie robilibyśmy, gdybyś był tutaj, ze mną. Bo wiesz, mam jeszcze wiele do zrobienia. I przepraszam, ale chyba naprawdę nie zrealizuje Naszej listy marzeń. To mnie niszczy. Nie patrzyłam na tą kartkę od wielu dni. I chyba schowam ją najgłębiej jak się da. Wiesz, gdybym miała wybór, to nie chciałabym żyć swoim życiem. Ale muszę próbować. Mam jeszcze wiele przed sobą. Wiele dni bez Ciebie. Wiele chwil, w których będę myśleć o Tobie. Nie zapomnę. Nigdy. Przecież Ty dobrze o tym wiesz, że byłeś dla mnie jedynym, z którym chciała spędzić całe życie. Wiesz, prawda?
  ______

Macie ten Bełchatów. Tak sobie myślę, że mi się lepiej piszę o czymś, za czym nie przepadam. Gdybym tu miało być moje Jastrzębie, albo taki Hain (nie, to zły przykład), taki De Rocco, czy... kurde, przecież my tam już nikogo, poza Jasonem nie mamy, to pewnie nie byłoby tak fajnie. 

Tak, zapomniałam w sobotę, że miałam dodać coś tutaj, wybaczcie. W piątek obiecuję już być na czas! (no spróbuję, bo to chyba 1 stycznia wypada!). I uff, wyrobiłam się przed północą! 

środa, 23 grudnia 2015

IV.




Podróżowanie PKP bywa ciężkie. Zwłaszcza, gdy oprócz walizki ma się ze sobą psa, który boi się każdego napotkanego człowieka, więc muszę go trzymać na rękach. Na szczęście z wniesieniem do pociągu walizki pomógł mi dość miły chłopak, więc teraz siedzę przy oknie pociągu pędzącego do Łodzi, po wcześniejszej przesiadce w Katowicach. Psiak na moich kolanach wygląda na lekko przerażonego, ale głaskam go uspokajająco. To Jego pierwsza podróż, ale nie chciałam go zostawiać u sąsiadki. Ostatnio naprawdę stał się moim najlepszym przyjacielem i chciałam mieć go ze sobą. Pojawił się konduktor, który sprawdził bilet i kazał pilnować pupila. Pokiwałam głową, chociaż doskonale wiedziałam, że psiak nigdzie się nie ruszy. Na miejscu miałam być przed dwudziestą i wtedy miał mnie odebrać Wojtek. Będąc związanym z siatkówką tak naprawdę większość Twoich znajomych to siatkarze, albo ludzie, którzy kiedyś trenowali, ale nie wyszło im i teraz są tylko kibicami, najwierniejszymi na świecie. Wojtka poznałam trzy  lata temu latem, gdy przyjechałam do Bielska i zajęłam Jego klubowe mieszkanie. Nie pytajcie jak to możliwe, że mając szesnaście lat dostałam własne mieszkania, sama do dziś tego nie rozumiem. W każdym bądź razie Wojtek musiał zostać jeszcze na parę dni w Bielsku, więc był moim współlokatorem przez parę dni, a później spotkałam Maćka. W czasie wakacji nad morzem, które spędzałam z Maćkiem dwa lata temu spotkaliśmy się z Wojtkiem po raz drugi. Wcześniej nie wymieniliśmy się żadnymi danymi kontaktowymi, więc było to całkiem miłe spotkanie. Chłopak grał w turnieju w plażówkę. Jednego dnia byliśmy na Jego meczu, a kolejnego rano spotkaliśmy Go, gdy trenował z kolegą, a My chcieliśmy pograć. Krótki wspólny mecz sprawił, że się zakolegowaliśmy i ostatnie dwa dni spędziliśmy na wspólnym zwiedzaniu i jednej imprezie. Rok temu byliśmy większą grupą znajomych na Mazurach w lipcu. Naprawdę trudno uniknąć w swoim życiu ludzi związanych z siatkówką. Nigdy na to nie narzekałam. Przynajmniej był temat do rozmów i wiedziałam, że na takich ludzi mogę zawsze liczyć. Nawet, jeśli teraz Wojtek jest przyjmującym Skry Bełchatów i gra w jednym z najlepszych klubów w Polsce, to nadal był tym samym Włodarczykiem, którego poznałam trzy lata temu. Może dlatego jadę do Niego, zamiast do rodziny, gdy czuję, że jest źle? Spoglądam na psa, który przysnął na moich kolanach i przypominam sobie, jak spieraliśmy się z Maćkiem jak Go nazwać. To miłe wspomnienie. Jedyne, co jest niemiłe, to właśnie to, że… to wspomnienie. Wolałabym, żeby to była chwila, z której będziemy się śmiać, gdy będziemy bawić się z Naszym pupilem. Może nadejdzie chwila, gdy wspomnienia nie będę sprawiać, że za moment się rozpłaczę?

~~~

Siedzę z kubkiem herbaty w rękach w salonie Wojtka. On tymczasem wziął psa na spacer. Wystarczyło dziesięć minut, by przypadli sobie do gustu, więc Włodarczyk postanowił, że zabierze go na spacer. Pozwoliłam mu na to. Chciałam mieć jeszcze chwilę dla siebie przed rozmową. Na pewno nie łatwą rozmową. Ale może to w końcu coś da? Może naprawdę poradzę sobie z życiem bez Maćka? Może po prostu odganiałam każdego, kto chciał rozmawiać, a to by mi pomogło? Mogłam się właśnie o tym przekonać.
-Jestem! – usłyszałam krzyk przyjmującego.  –A raczej jesteśmy. Spotkałem Andrzeja i jak powiedziałem mu, że przyjechałaś, to pomyślał, że przyjdzie Cię zobaczyć.
Nim się obejrzałam na moje kolana wskoczył Spirik. W pierwszej chwili Nasz pies miał się wabić.. Spirytus, jednak po moich zastrzeżeniach poszliśmy na kompromis nazywając pupila pseudonimem rosyjskiego siatkarza. To wcale nie tak, że go lubimy. Po prostu była to łagodniejsza wersja imienia wymyślonego przez Maćka. Znajomi niedowierzali, że nazwaliśmy tak psa i był to częsty powód do śmiechu, jednak w końcu przywykli. A i ja nie wyobrażałam sobie teraz, by mój pies wabił się Puszek, Reksio, czy Maks.
-Miśka! – zawołał Andrzej. – Dobrze Cię widzieć.
Uśmiechnęłam się do środkowego, który usiadł obok mnie. Spirik spojrzał na mnie uważnie, więc podrapałam go za uchem. Czasami mam wrażenie, że jest moim aniołem stróżem i chce mnie obronić przed całym światem.

Wiesz, tęsknię. Bardzo tęsknię. Dlaczego z mijającymi dniami mam coraz większe wyrzuty, że ja żyję, a Ty nie? Może czas spędzony w Bełchatowie pomoże? Dlaczego? Wiesz dobrze, że nie tak miało być. Zupełnie nie tak. Nie potrafię się podnieść, chociaż walczę. Staram się, bo wiem, że gdybyś mógł, to byś mnie teraz wspierał. Tylko jak masz mnie wspierać, skoro brak Ciebie sprawia, że nie daję radę? Och, gdybyś zapiął te cholerne pasy… Bylibyśmy teraz szczęśliwi. Ciągle zadaje sobie pytanie – dlaczego akurat Ty? I nie, nie wierzę w to, że Bóg tak chciał.


Wojtek naprawdę się stara, bym odpoczęła. Zagaduje mnie, tak samo jak Andrzej, który oznajmia, że muszę koniecznie iść na trening Skry i poznać całą resztę zawodników. Znam Kłosa i Muzaja, ale nie wiem, czy chcę poznać resztę. Może nie powinnam zastępować cię innym siatkarzem? Może… Może po prostu sobie nie radzę i chcę umrzeć. Nie powiem tego jednak chłopakom, więc kiwam potwierdzająco głową. Spirik kładzie się na dywanie, spogląda na mnie zanim zamyka oczy, jakby chciał się upewnić, że wszystko jest dobrze i idzie spać. A ja boję się kolejnej nocy, gdy będę zasypiać, a Ciebie nie będzie obok. I  tego poranka, gdy ponownie zdam sobie sprawę, że już nigdy nie będzie jak dawniej.

Wiesz, myślałam, że gdy będę poza domem, to poranek będzie łatwiejszy. Przecież wyjazdowe mecze spędzałam bez Ciebie. Budziłam się sama, w obcym miejscu i dawałam sobie radę. Myślałam, że teraz będzie podobnie. Że obudzę się w mieszkaniu Wojtka i nie będę myślała o tym, że Cię nie ma. Jest zupełnie inaczej. Wstaję, spoglądam w sufit, a moje oczy zachodzą łzami. Bo w tamte poranki, gdy miałyśmy wyjazdowy mecz chwytałam telefon i pisałam do Ciebie, czy też dzwoniłam, by usłyszeć Twój głos. Nie mogę tego zrobić. Nie mogę usłyszeć Twojego „Cześć Skarbie, trzymam kciuki dzisiaj”. Brakuje mi Twojego głosu. Nie chcę jednak szukać nagranych wywiadów z Tobą, bo wtedy rozkleję się jeszcze bardziej. Staram się być silna i pokazać innym, że świetnie sobie daję radę. Jednak wcale sobie nie daję rady. Każdego dnia rozpadam się na coraz mniejsze kawałeczki. Kiedy nadejdzie taki dzień, gdy rozpadnę się na tak małe części, że nie będzie już czego zbierać?

Po spacerze ze Spirikiem, upewnieniu się, że ma wodę w misce oraz karmę i sprawdzeniu, czy wszystkie kable są ukryte w końcu opuszczamy z Wojtkiem Jego mieszkanie. Tak jak obiecałam Andrzejowi wsiadam do samochodu Włodarczyka i jadę na halę Energia na trening Skry. Z młodym przyjmującym Skry rozmawiamy na razie na wszystkie tematy, tylko nie te dotyczące Maćka.
-Chłopacy są naprawdę mili. – oznajmia siatkarz, gdy zatrzymujemy się przed halą. – Winiar pewnie będzie żartował, a Conte uśmiechał, jak to on, a reszta… sama zobaczysz. Nie ma się czego bać.
-Przecież mnie nie zjedzą. – odpowiadam. – Chyba.

Wiesz, siedzę na trybunach pustej bełchatowskiej hali. Pamiętasz, to miasto było na naszej liście. Chciałeś tu grać. Jak każdy z chłopaków w Twoim wieku marzyłeś o grze w najlepszym polskim klubie. Ty tutaj, ja w Łodzi. Teraz jestem tutaj sama. Patrzę na boisko i… i chce mi się znów płakać. Mieliśmy spełnić to marzenie. Miałeś zagrać na tym boisku nie tylko jako zawodnik Bielska, ale jako zawodnik Skry. Znów boli mnie serce, gdy myślę jak wielu rzeczy nie zdążyłeś zrobić przed śmiercią. Miałam spełniać Nasze marzenia, które wypisaliśmy na kartce, ale nie dam rady. To łamie mi serce. Nie umiem, przepraszam. To rozdziera mnie od środka. W jednej chwili mam ochotę płakać, a w drugiej nadal walczyć i spróbować żyć dalej. Tylko to nadal trudne…


Uśmiecham się na widok Karola, który podbiega do mnie, podnosi z krzesła i mocno przytula. To naprawdę miłe uczucie, gdy cieszy się na mój widok.
-Miśka, słońce! – szepta tuląc mnie. – Ile można czekać na to, abyś w końcu do nas przyjechała?
-Doszłam do wniosku, że na pewno za mną tęsknisz, więc jestem. – odpowiadam i spoglądam na Jego kolegów z zespołu. – Oni dziwne patrzą.
-Karol, powiem wszystko Oli! – słyszę, jak jeden z nich woła. Rozpoznaję w tej osobie Kacpra Piechockiego.
-Piechu, daj spokój. – machnął ręką Wrona. Karol mnie puszcza i razem kierujemy się do reszty siatkarzy. – Jak zwykle nie słuchałeś, jak Włodi mówił, że przyjechała Miśka.
-Sorki. – mruczy. – Miło mi poznać, Kacper Piechocki. Dla znajomych Piechu.
-Po prostu Miśka. – odpowiadam ściskając Jego dłoń.
-To Srecko. – Karol kiwa głową w stronę Serba. – Obok Nicolas i Facundo. Obok nich Ferdinand. Dalej masz Mariusza, Michała, Alekse, kolejnego Nicolasa i Piotrka. Bo tego osła, Muzaja to też już znasz.
Lekko kiwam głową, chociaż doskonale znam imię każdego z nich, jednak nie chcę psuć Karolowi przemowy.
-Sam jesteś osioł Kłos. – prychnął Muzaj. – Fajnie, że jesteś Miśka.
-Ja też się cieszę. – odpowiadam. – Posiedzę, nie będę wam przeszkadzać.
I gdy siadam na krzesełku bełchatowskiej hali ponownie przymykam oczy. Katuje się wspomnieniami. Chyba nie chcę zapomnieć, że Ciebie już nie ma.
  _____

Wesołych świąt! 

Zapraszam w sobotę. Chyba.