piątek, 18 grudnia 2015

III.



Otwieram drzwi hali, w której za moment rozpocznie się mecz. Ochroniarz uśmiecha się do mnie, ale ja nie potrafię odwzajemnić tego gestu. Właściwie nie chcę tam wchodzić. Albo będzie milion współczujących spojrzeń, albo wszyscy będą pytać jak się czuję. Wiem, że nie jestem na to gotowa, chociaż minął ponad miesiąc. Dokładnie 51 dni od wypadku, jednak w końcu wchodzę na halę. Bielsko gra właśnie pierwszy mecz z Impelem Wrocław w pierwszej fazie play-off. Rozglądam się wokół nie wiedząc, czy zająć moje miejsce, na którym w czasie meczów siedział Maciek, czy iść za bandy reklamowe do osób ze sztabu, czyli statystyków. Nim podejmuje decyzję podchodzi do mnie mała dziewczynka. Kojarzę ją, bo kiedyś robiłyśmy sobie wspólne zdjęcie i Maciek ją zagadywał. Jej mama próbuję ją pociągnąć do siebie, ale kucam, by spojrzeć małej w oczy.
-Pamiętam Cię. – mówię. – Jesteś na każdym meczu?
-Nie byłam na jednym, bo byłam chora. – odpowiada. – Zrobiłaby Pani sobie ze mną jeszcze jedno zdjęcie? Mama mówi, że nie powinnam Pani zaczepiać, ale..
-Wystarczy Miśka. – uśmiecham się. – Poproś mamę, żeby zrobiła Nam zdjęcie.
-Mamo, słyszałaś?  - pisnęła zadowolona ciągnąc mamę za rękaw. – Miśka zrobi sobie ze mną zdjęcie.
-Ja przepraszam za Kasię, ale..
-Spokojnie. – odpowiadam. – Dla moich najmniejszych kibiców zawsze znajdę czas.
Obejmuję dziewczynkę, a jej mama robi nam zdjęcie. Dziewczynka oznajmia, że zaraz wróci, więc prostuję się i staję koło jej mamy.
-Naprawdę przepraszam za Kasię. Uwielbia wszystkie siatkarki i ostatnio, gdy Ty i…
-… Maciek. – kończę. – Pamiętam, że się chyba polubili. Nic się nie stało, naprawdę, nie masz za co przepraszać.
-Podpiszesz mi zdjęcie? – pyta Kasia, gdy wraca. – Mama mówiła, że raczej nie będzie Cię w tym sezonie już na hali, ale wkleiłam wszystkie zdjęcia do notesu i skoro jesteś, to czy mogłabyś?
-Pewnie. – odpowiadam. Biorę marker, aby napisać na zdjęciu dedykację dla dziewczynki, a obok autografu rysuję serduszko. – Miłego kibicowania.
Żegnam się z dziewczynką i jej mamą i ruszam w kierunku ochroniarza, który pilnuje, by wokół boiska nie kręcili się żadni kibice. Witam się lekkim kiwnięciem głowy i idę do statystyka i jego stażysty.
-Cześć Adam, hej Patryk. – mówię cicho. – Znajdzie się tu miejsce dla mnie?
-Miśka? – pyta zdziwiony Adam. – Co ty Tu robisz?
-Nie mogę przyjść na mecz? – pytam. – Wiem, że powiedziałam, że nie będę grała do końca sezonu, a klub to uszanował, ale chyba mogę przyjść wspierać koleżanki z zespołu?
-Możesz, możesz, Patyk, skołuj krzesło. – dyktuje młodszemu koledze. – Po prostu nie spodziewałem się tego po Tobie.
-Czyli jeszcze umiem zaskakiwać ludzi. – wzruszam ramionami. – Dobra, pracuj, bo zaraz pierwszy gwizdek spotkania.
Chwilę później Patryk dostawia dla mnie krzesło, więc staram się skupić na wydarzeniach z boiska. Dopiero gdy dostrzegam Eryka siedzącego na prawo ode mnie mam ochotę uciec. Walczę jednak z własnymi słabościami, bo okazuje się, że spiker mnie dostrzegł i właśnie oznajmia to wszystkim zgromadzonym na meczu. Rozlegają się brawa, a ja tylko macham ręką w górze. Nie mogę teraz uciec, ale wiem, że wraz z ostatnim gwizdkiem spotkania wszystkie medialne hieny zbiegną się do mnie, zamiast zająć się dziewczynami. Wyrzucam jednak te myśli z głowy i patrzę jak koleżanki z zespołu nie radzą sobie z grą wrocławianek, a końcowy wynik to 1:3.. Na szczęście szybszy od dziennikarzy jest Eryk, który staje obok mnie akurat w momencie, gdy wstaję z krzesła.
-Cześć. – mówi. – Jak się masz?
-Wcale się nie mam. – odpowiadam wzdychając. – Chciałabym zniknąć.
-Miśka.. – szepta obejmując mnie ramionami. – Musisz być silna.
-Cały czas próbuję. – mówię cicho. – Po prostu jest ciężko. Jak Twoja noga?
-Mam stabilizator na kolanie. – odpowiada. – Prawdopodobnie miała mnie czekać operacja, ale chyba tego uniknę. A zacznę trenować możliwe, że z początkiem nowego sezonu. A Ty? Zostajesz? Czy zmieniasz klub?
-Prawdopodobnie zmieniam klub. – odpowiadam nadal wtulona w Niego. – Hieny robią nam zdjęcia?
-Męczą Cię?
-Na początku pisali na fejsie, po moim pięknym wpisie się uspokoiło. Od tamtego czasu nie byłam na meczu, więc podejrzewam, że będę świetnym materiałem na główne strony. Bo co ich to obchodzi, że nawet, jeśli minął ponad miesiąc, to ja nadal nie umiem o tym rozmawiać?  - pytam jakby samą siebie. – Będziesz zły, jak ucieknę do dziewczyn na boisko? I będę się modlić, by nikt nie podszedł z pytaniem o wywiad?
-Trzymaj się Miśka. – oznajmił całując mnie w czoło.
Próbuję się uśmiechnąć i kieruję się w stronę Kornelii. Siadam obok niej na parkiecie. Sama nie wiem, co mam powiedzieć. Dziewczyny starały się mnie wspierać. Pisały smsy, próbowały wyciągnąć z domu. Tylko ja nie byłam gotowa, by z kimkolwiek się spotkać. Nadal nie jestem. 52 dni temu byłam tutaj na meczu Maćka. Dlaczego to nadal boli? Kręcę głową. Nie mogę się rozpłakać, nie tutaj, nie teraz.
-Dobrze Cię widzieć. – uśmiechnęła się Kornelia.
-Sama nie wiem, co tu robię. – odpowiadam szczerze. – Włączyłam telewizor, było studio przed meczem i.. po prostu wyłączyłam telewizor i przyszłam. Nie umiem już tutaj żyć, to już nie jest moje miasto.
-Och Miśka.. – wzdycha, po czym przysuwa się bliżej mnie i to ona mnie obejmuje. Parę łez gromadzi się w moich oczach. – Musisz wyjść naprzeciw wszystkim swoim problemom i je pokonać. Tak, jak pokonujesz blok drużyny przeciwnej, który pojawia się na Twojej drodze, gdy masz zdobyć punkt, tak i teraz musisz stawić czoła wszystkiemu, co sprawia, że jest Ci źle.
-Naprawdę próbuję. – odpowiadam. – Ale chyba lepszym wyjściem dla mnie będzie zmiana miasta. Zostaję tu do końca sezonu, a później.. później się okażę.
-Cokolwiek nie zdecydujesz, pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć. – mówi. Odsuwam się od Niej i wycieram szybko oczy. – Muszę uciekać, bo…
-… odprawa pomeczowa. – dopowiadam. – Nie zapominaj, że też tu gram, więc wiem.
Wstajemy, a wtedy podchodzi do Nas dziewczyna z akredytacją na szyi.
-Przepraszam, znajdzie Pani parę minut na wywiad dla Magii Siatkówki? – zapytała patrząc na mnie.
-A czego będzie on dotyczył? Nie grałam dzisiaj, więc jak domyślam się nie chcesz rozmawiać o meczu, prawda? – pytam. Kiwa głową. – Więc nie, nie porozmawiam z Tobą.
-Ale to Twój obowiązek. – oznajmia i włącza dyktafon. – Od wypad…
-Wyraziłam się jasno, nie rozmawiam z Panią. – oznajmiam. – Nie gram, więc nie mam obowiązku udzielania wywiadów, w tej chwili to byłaby moja dobra wola, gdybym się zgodziła. Dobranoc.
-Prezes wyraził zgodę na ten wywiad. – ciągnie dalej.
-Jak się Pani nazywa? – zadaję pytanie.
-Anastazja Markiewicz, a więc wracając, od wypadku minę..
-Prezes nie mógł wyrazić zgody na wywiad, bo zaznaczyłam, że nie udzielam wywiadów. Przykro mi, że chcę Pani żerować na moim nieszczęściu. – oznajmiam. – I gwarantuje Pani, że w roli dziennikarki nie pojawi się Pani na tej hali.
Odwracam się i kieruję się w stronę prezesa, który rozmawia właśnie z trenerem.
-Ja tylko dwa słówka. – mówię przepraszająco. – Anastazja Markiewicz z Magii Siatkówki chciała przeprowadzić ze mną wywiad. Mimo mojej odmowy upierała się, że dostała pozwolenie od Pana, Panie prezesie. Mam nadzieję, że nie zobaczę jej tu jutro.
-Anastazja Markiewicz? – pyta. Potwierdzam. – Zajmę się tym zaraz. Milo Cię tu widzieć Michalina. Jutro też będziesz?
-Zastanowię się. – odpowiadam. – Pójdę już, nim ktoś inny zechce przeprowadzić ze mną wywiad. Dobranoc.
Nad rankiem kolejnego dnia z ciekawości znajduję stronę Magię Siatkówki. Dziewczyna napisała relację z meczu, a na końcu opisała, że nie chciałam udzielić wywiadu, chociaż wyraźnie miała na to zgodę i byłam przy tym opryskliwa. Zobaczymy czy będziesz taka mądra, jak nie pójdziesz dziś na mecz.

Odzywam się, byście wiedzieli, że jakoś się trzymam. Może powinnam zaakcentować jakoś? Nie wiem. Byłam wczoraj na meczu Bielska z Impelem. Wiem, pewnie już wiecie, sama się dowiedziałam o tym z większości stron poświęconych siatkówce. To miłe, że chcecie wiedzieć co u mnie. Doceniam to, że się martwicie, naprawdę. Dobrze jest wiedzieć, że są ludzie, którzy chcą, aby wszystko w moim życiu się ułożyło. Ja też pragnę wierzyć, że w końcu podniosę się i znów wejdę na boisko. Możemy się umówić, że zrobię wszystko, by to było w kolejnym sezonie. Jeszcze nie wiem gdzie, ale.. ale będę walczyć. Bo chociaż jest ciężko, to wiem, że nie powinnam wyrzucać wspólnej pasji. Naprawdę dziękuje za wszystkie miłe słowa! Myślę, że jeśli ktoś chce, będzie dziś na meczu.. zapraszam, nie bójcie się podejść. Obejrzę mecz z wysokości trybun, postaram się dotrzeć wcześniej, więc jeśli ktoś chce zdjęcie, autograf, zamienić parę słów. Śmiało zapraszam, pod warunkiem, że nie jesteście dziennikarzami.
I przeszliśmy do głównego tematu dzisiejszego wpisu. Rozumiem, że małe strony chcą się wybić. Najlepiej materiałem, którego wcześniej nie było nigdzie. Bo nie mogło być, skoro ukrywałam się we własnym mieszkaniu. W każdym bądź razie wczoraj podeszła do mnie pewna dziennikarka, która chciała przeprowadzić wywiad.  Starałam się być miła i odmówić, ale jeśli ktoś kłamię, aby uzyskać odpowiedzi na pytania, to przepraszam, miła nie będę. Prezes klubu doskonale wie, że nie zgodziłam się na umawianie na żadne wywiady. Kłamstwo nie wyszło, a ja mam nadzieję, że dzisiaj się nie spotkamy. Może powinnam też oczekiwać przeprosin za to, co napisałaś?
Lekcja trzecia – Drogi dziennikarzu, nie szukaj najlepszego tematu do materiału. A jeśli jednak zdecydujesz się to robić, to chociaż nie kłam.
Do zobaczenia na meczu! #goBielsko #goBKS #RazemWywalczmyPółfinał 

Tak jak obiecałam we wpisie kieruję się na halę o wiele wcześniej. Do meczu półtorej godziny, na hali właściwie nie ma ludzi. Ludzie rozkładają materiały prasowe, a ja siadam na trybunach. Niecałe 15 minut później pojawiają się pierwsi kibice. Dwie dziewczyny kierują się w moją stronę. Są trochę niepewne, więc uśmiecham się w ich stronę.

-Hej, możemy zrobić sobie z Tobą zdjęcie?
Kiwam głową. Staram się nawet uśmiechać. 52 dni. Czy to najwyższy czas, by wrócić do normalności? I czy będzie to normalność, gdy nie ma Maćka obok? Wyrzucam te myśli z głowy i podpisuję kartki dla dziewczyn.
-Trzymaj się Miśka. – słyszę na pożegnanie. – Wierzymy, że w kolejnym sezonie znów zagrasz. Może nie dla Nas, ale po przeciwnej stronie siatki. Ale wróć. Wszyscy na Ciebie czekamy.
 

Wiesz, wszyscy byli tacy mili. Usłyszałam wiele słów otuchy. Naprawdę staram się stanąć na nogi po Twojej stracie. Myślisz, że nieźle mi idzie? Też próbuję tak myśleć. Myślę tak, kiedy jestem poza mieszkaniem. Kiedy tu wracam mam ochotę wtulić się w poduszkę i płakać. Może dlatego właśnie to robię? Twoja poduszka nadal pachnie Tobą. Płaczę cicho, a Nasz pies kładzie się obok, jakby wiedział, że potrzebuję teraz kogoś, kto będzie obok. Wiele bym dała, byś był to Ty.  I kiedy po raz kolejny zdaję sobie sprawę, że to niemożliwe… Nie jest fajnie. Ale staram się, naprawdę się staram. Bo przecież nie chciałbyś, aby do końca życia była nieszczęśliwa, prawda? Są dni, gdy myślę, że daję sobie radę, gdy myślę, że czas zacząć żyć tak, jakbyś chciał, bym żyła. A kolejnego dnia nie mam siły wstać z łóżka, chce mi się płakać od momentu otwarcia oczu. Najgorzej jest, jeśli przyśnisz mi się Ty. Jeszcze gorzej jest, gdy są to wydarzenia, które miały miejsce. A w ogóle najgorzej jest, gdy śni mi się, że żyjesz, że spełniamy marzenia, że razem gramy w nowym mieście.  Kurcze, przecież nie tak miało być. Miałeś żyć.. Nie, nie umiem sobie poradzić bez Ciebie. Poza domem staram się udawać, że jest dobrze. Obcy ludzie myślą, że jest dobrze. Staram się przy nich pokazać, że jest lepiej. Tylko Ty wiesz, że nie jest. Ale Ciebie nie ma. I nie będzie… Maciek, gdybym mogła cofnąć czas…


Wpatruje się w otwarte okno czatu na facebooku rozmyślając, czy napisać do Wojtka. Naprawdę nie daję już tu rady, chciałabym się wyrwać na chwilę. Chciałabym nie chodzić do marketu, w którym sprzeczałam się z Maćkiem. Chciałabym nie widzieć Naszej ławki, gdy wyprowadzam Naszego psa do parku. Chciałabym, aby ból minął. Minęło 59 dni. Prawie jedna siódma roku bez Ciebie.

M – Cześć Wojtek.
W.W – Miśka! Jak się trzymasz?
M – Chyba się nie trzymam… Mogę przyjechać?
W. W – Przecież wiesz, że tak. Kiedy będziesz?
M – Jutro? Mógłbyś mnie odebrać z Łodzi? Pewnie będę dopiero wieczorem.
W. W – Myślę, że dam radę.
M – A czy Nasz pies nie będzie przeszkadzał?
M – Znaczy się mój pies..
W. W – Och, Miśka..
W. W – Nie, zabieraj psa, siebie i przyjeżdżaj. Zostań na ile chcesz, przecież wiesz, że u mnie jesteś zawsze mile widziana.
M – Dziękuje Wojtek. Sprawdzę rozkład pociągów i dam Ci znać o której będę.
W. W – Czekam!
W. W – A teraz uciekam na trening, do jutra Malutka!
 

____

Znów jestem tu w piątek, chociaż początkowy zamysł był na rozdziały w soboty. 
Miśka zaczyna mi towarzyszyć w szkole, kiedy na religii słysząc o sumieniu wyciągam kartkę i zapisuje kawałek opowiadania. 

Może w środę dodam dodatkową część z okazji świąt?

Miłego weekendu! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz