piątek, 11 grudnia 2015

II.



   Wiesz, to naprawdę miłe, że Ci wszyscy ludzie chcą mi pomóc. Gdy spaceruje z Naszym psem każdy uśmiecha się lekko, pyta, jak mija mi dzień. Staram się do nich również uśmiechać i odpowiadać, że pogoda jest ładna, straszna, że mam dość deszczu. Ale tak naprawdę lubię usiąść na parapecie z kubkiem herbaty i wpatrywać się w uderzające o szybę krople. Unikam odpowiadania jak czuję się po Twojej stracie. Wiem, że Ci wszyscy ludzie chcą pomóc mi z Twoją stratą, ale to ja muszę się z tym uporać. A nie jest to najprostszą rzeczą do wykonania Maciek. Myślę, że to o wiele trudniejsze od przyjęcia zagrywki, czy zablokowania ataku moich przeciwniczek z boiska. Bo nie można się przygotować na odejście ukochanej osoby w przeciwieństwie do obejrzenia poprzednich meczów danego zawodnika. Może gdybyśmy nie byli taką zgodną parą, gdybyśmy czasami się sprzeczali, trzaskali drzwiami, a później mieli cichy tydzień, gdy jedno z nas mieszkałoby u jakiegoś przyjaciela, czy przyjaciółki, to wtedy byłabym przygotowana na to, że kiedyś mogę żyć bez Ciebie obok. Ale my się nie kłóciliśmy. Gdy mieliśmy to robić, to szliśmy na trening i wyżywaliśmy się na piłce. Dlatego tak ciężko odnaleźć mi się w tej sytuacji, która już nigdy się nie zmieni. Zawsze będę o Tobie pamiętać.
   Dziś rano widziałam Zosię. Od dnia Twojego pogrzebu nie widziałyśmy się. Chyba chciała udać, że mnie nie widzi. Gdy ją zawołałam, aby się przywitać… odwróciła się i miała smutny wyraz twarzy. Przytuliłam ją, a ona.. rozpłakała się w moich ramionach przepraszając, za to, że pozwoliła Wam nie zapiąć tych pasów. Obwinia siebie. Myślę, że dla Eryka również trudne jest to, że my wyszliśmy z tego wypadku bez większych obrażeń, a Ciebie i Aleksa nie ma. Wracając do Zosi. Zapewniałam ją, że ja jej nie obwiniam i że ma się wziąć w garść, bo nie chcielibyście, by płakała. Pocieszam innych, chociaż mnie nadal bardzo boli Twoja strata. Ale wydaję mi się, że pisanie tego, co właśnie piszę może mi pomóc. Ty tego nie przeczytasz, ale ja wyrzucę z siebie wszystkie myśli, z którymi dawniej dzieliłam się z Tobą. Byłeś moim najlepszym przyjacielem i to Ty byłeś powiernikiem wszystkich moich sekretów. To Ty dowiadywałeś się pierwszy o moich sukcesach i to z Tobą dzieliłam niepowodzenia. Myślę, że jako przyjaciela będzie trudniej Cię zastąpić. Kiedyś, w czasie jednej z… dwóch, trzech naszych kłótni… To nawet nie były kłótnie, tylko wymiana zdań. W każdym bądź razie w czasie jednej z tych wymian zdań oznajmiłeś, że jeśli Nasze drogi rozejdą się przez to, że wylądujemy w dwóch różnych klubach, to mam się otworzyć na miłość i dać innemu szansę. Wiesz, to było tak dawno temu. Miałeś wtedy osiemnaście lat, a ja siedemnaście. Musiałeś zdecydować, czy chcesz zostać w Bielsku, czy nie. Teraz te małe problemy wydają się tak bardzo żałosne, gdy myślę o tym, że nigdy Cię nie zobaczę.
Może kiedyś się zakocham. Albo znajdę tylko kogoś, przy kim będę się czuła dobrze. Ale nigdy nie znajdę drugiego takiego przyjaciela, jakim byłeś Ty. Nawet jeśli kiedyś się zakocham, to w moim sercu będziesz Ty. Ale wiedz, że zawsze będziesz najważniejszą osobą, którą spotkałam w życiu. Może kiedyś pogodzę się z tym, że Cię nie ma. Może…

 Spoglądam na mamę Maćka, która przegląda album pełen naszych wspólnych zdjęć. Widzę łzy w jej oczach. Sama też mam ochotę się rozpłakać, jednak mrugam parokrotnie oczami i siadam obok niej.
-Jeśli chcesz, możesz zabrać sobie niektóre z nich. – mówię cicho. – Może zgram Ci niektóre na płytę?
-Mogłabym parę zabrać? – pyta, a ja kiwam głową. Wyciąga jedno z albumu. – Był taki szczęśliwy, gdy miał Cię obok. Bardzo Cię kochał.
-Wiem. – wzruszam ramionami. – Chcesz wszystkie nasze zdjęcia?
-Nie chcę sprawiać problemu.
-Zgram na płytę, to naprawdę nie jest kłopot.
Wstaję i idę do szafki, by wyciągnąć z niej płytę, na którą chwilę później nagrywam wszystkie zdjęcia moje i Maćka, jakie znajdowały się na laptopie. Nie sprawię, że Maciek będzie znów z Nami i jedyne, co mogę dla Niej zrobić, to dać jej te zdjęcia, by miała na płycie ostatnie trzy lata swojego syna. Spoglądam na Jego mamę po raz kolejny.
-Herbaty? – pytam. Ciężko znaleźć mi temat do rozmów, aby nie wywołać płaczu u nas obu. Zawsze dobrze się dogadywałyśmy. Przy wspólnych spotkaniach zawsze miałyśmy wiele tematów do rozmów. Dziś obie wiemy, że to może być jedno z Naszych ostatnich spotkań. Nie chcę nawet myśleć o tym, że gdyby tamtego wieczoru nie wydarzył się ten wypadek, to dziś może uzgadniałabym z Jej synem termin ślubu. Kiwa głową, więc idę do kuchni i wyciągam dwa kubki. Parę minut później znów wracam do salonu i podaję Jej ulubiony kubek Maćka. Ona o tym nie wie.
-Wracasz do siatkówki? – pyta.
-Myślę, że ten sezon się dla mnie skończył. – wzdycham. – Nadal jestem poobijana, poza tym i tak zostało jeszcze tylko kilka meczów.
-Ale zostajesz tutaj?
-Wydaję mi się, że nie. Klub co prawda chciałby mnie zatrzymać, ale chyba nie dam sobie rady grając w tym mieście. Muszę się rozejrzeć za czymś innym. – oznajmiam i głaskam psa, który właśnie się obudził i usiadł obok mnie. – I tak myśleliśmy o zmianie otoczenia, więc zrobię to sama.
-Mam nadzieję, że nie urwie nam się kontakt. – mówi cicho. – Może na początku będzie Nam ciężko, ale nie chcę Cię wykreślać z Naszego życia. Byłaś najważniejszą kobietą w życiu mojego syna i..
-Jeśli tylko chcesz, to nadal możemy utrzymywać kontakt. – odpowiadam. – Ale chyba rany są jeszcze zbyt świeże i …
-… dajmy sobie czas. – uśmiecha się delikatnie. – Wiesz, pamiętam, jak wrócił ze zgrupowania szczęśliwy. Zmęczony, ale szczęśliwy. Nie mówił nic, ale przeczuwałam, że kogoś poznał. Cieszę się, że to byłaś Ty. Czasami mieliśmy z nim problemy, miał wybuchowy charakter. Ale zaczął pisać listy do Ciebie i… było nam łatwiej.
-Chyba gdzieś je mam. – śmieje się cicho. – Zarzekał się, że nawet bez Twojej zgody wyjedzie z domu i będzie grał w wielkim klubie. Poszukam ich, zeskanuję i Ci prześlę. Przeczytasz, gdy będziesz na to gotowa.
-Czyli za długi okres czasu. – wzdycha.
-Na mnie też czekają zdjęcia z poprzednich wakacji, dostałam od Wojtka, ale jeszcze nie umiałam ich pobrać i przejrzeć. – odpowiadam. – Chyba sporo czasu minie, zanim ułożę sobie życie na nowo. No ale bierzemy się do roboty dalej? Co jeszcze chciałabyś zabrać? Bo wiesz, myślałam, żeby Jego ubrania oddać potrzebującym.
-Też chciałam Cię o to pytać, ale myślałam, że to będzie dla Ciebie trudne. – oznajmia i wstaje. – Gdybym robiła to sama, to chyba nie dałabym rady.
-Ja też, dlatego cieszę się, że jesteś teraz obok. – mówię głaskając psa i wstaję.
Przez kolejne dwie godziny porządkujemy rzeczy. Mama Maćka zostaje na noc. Pierwszy raz od czasu, gdy Antek został na parę dni po pogrzebie mojego narzeczonego nie jestem sama nocą.

Cześć,

    Mam dość tego mieszkania. Nie mogę się doczekać, aż zmienię klub. Nawet bez zgody matki wyjadę i zagram w wielkim klubie, zobaczysz! Oni mnie tak denerwują.
   Czepiają się wszystkiego. Bo buty rzuciłem nie tam, gdzie trzeba. Bo nie wyniosłem śmieci, albo znowu wstałem za późno i prawie biegłem na autobus, który miał mnie zawieźć do szkoły. To moje życie! Mogę robić to, co chcę.  A chcę grać w siatkówkę i zobaczysz, że będę najlepszym siatkarzem, jakiego znasz. Nie muszą się zgadzać na mój wyjazd, ja i tak wyjadę.
  Poza tym na treningach ciężko. Liga jest za półmetkiem, więc trener ciśnie nas jeszcze bardziej, byśmy grali do upadłego. I chyba lubię ten okres. Nikt nie wstrzymuję ręki, wszyscy gramy na maksimum, nawet, jeśli nie mamy siły. I ta gra z treningów przekłada się na mecze. Jesteśmy jeszcze bardziej zgrani. I wierzę, że ten sezon będzie najlepszym, a po nim zmienię klub na miejsce, gdzie jeszcze bardziej się rozwinę. Naprawdę wiążę duże nadzieje z byciem siatkarzem, bo chciałbym robić, to co kocham najbardziej na świecie i nikt mnie przed tym nie powstrzyma, zwłaszcza moja matka. Ech, wybacz, że tak na nią narzekam, ale ostatnio zaczyna mówić, że nie wie, czy to najlepszy pomysł, bym ukierunkował się tylko na sport. Ale kim mam być, jeśli nie siatkarzem? Tylko ciężką pracą mogę sprawić, że ktoś mnie zechce. I tak będzie!
  A jak u Ciebie? Jak radzi sobie Twój klub? Kiedy się spotkamy?

Maciek

Wiesz, te wszystkie listy, które od Ciebie dostałam.. one miały być wspaniałym wspomnieniem na starość, a nie teraz. Nie miałam ich czytać po raz kolejny w wieku dziewiętnastu lat, ale może siedemdziesięciu? Zastanawiam się, czy nie wrócić do rodzinnego domu, a później zastanowić się nad nowym miejscem zamieszkania. Bielsko bez Ciebie nie jest tym samym miastem. Nie umiem się tutaj na nowo odnaleźć, chociaż naprawdę się staram. Spaceruję z Naszym psem, mijam codziennie tych samych ludzi, którzy próbują się uśmiechać i zagadać, ale pisałam już, że Ci wszyscy ludzie chcą mi pomóc. Naprawdę to doceniam, ale chyba nie umiem już tutaj żyć bez Ciebie. To trudne. Wszyscy myślą, że to proste, że gdy powiedzą, że mam ruszyć, a nie stać w miejscu, to właśnie tak się stanie. Tylko to nie jest prawda. Utknęłam w miejscu i nie umiem podjąć dobrej decyzji. Bo od chwili, gdy zamieszkaliśmy w jednym mieszkaniu, to wszystkie decyzje podejmowaliśmy wspólnie. Jak więc mam sobie teraz poradzić sama?
________
Cześć!
Was nadal tu nie ma, ale jestem ja. Naprawdę dodam tu wszystkie części tego opowiadania. I promise!  

 

1 komentarz:

  1. Jak to nikogo nie ma? Ja jestem!
    Opowiadanie jest tak dobrze dopasowane do mojego aktualnego nastroju. Do smutku. Pasuję tutaj.
    Czekam na więcej.
    :*

    OdpowiedzUsuń