Podróżowanie
PKP bywa ciężkie. Zwłaszcza, gdy oprócz walizki ma się ze sobą psa, który boi
się każdego napotkanego człowieka, więc muszę go trzymać na rękach. Na
szczęście z wniesieniem do pociągu walizki pomógł mi dość miły chłopak, więc
teraz siedzę przy oknie pociągu pędzącego do Łodzi, po wcześniejszej przesiadce
w Katowicach. Psiak na moich kolanach wygląda na lekko przerażonego, ale
głaskam go uspokajająco. To Jego pierwsza podróż, ale nie chciałam go zostawiać
u sąsiadki. Ostatnio naprawdę stał się moim najlepszym przyjacielem i chciałam
mieć go ze sobą. Pojawił się konduktor, który sprawdził bilet i kazał pilnować
pupila. Pokiwałam głową, chociaż doskonale wiedziałam, że psiak nigdzie się nie
ruszy. Na miejscu miałam być przed dwudziestą i wtedy miał mnie odebrać Wojtek.
Będąc związanym z siatkówką tak naprawdę większość Twoich znajomych to
siatkarze, albo ludzie, którzy kiedyś trenowali, ale nie wyszło im i teraz są
tylko kibicami, najwierniejszymi na świecie. Wojtka poznałam trzy lata temu latem, gdy przyjechałam do Bielska i
zajęłam Jego klubowe mieszkanie. Nie pytajcie jak to możliwe, że mając
szesnaście lat dostałam własne mieszkania, sama do dziś tego nie rozumiem. W
każdym bądź razie Wojtek musiał zostać jeszcze na parę dni w Bielsku, więc był moim
współlokatorem przez parę dni, a później spotkałam Maćka. W czasie wakacji nad
morzem, które spędzałam z Maćkiem dwa lata temu spotkaliśmy się z Wojtkiem po
raz drugi. Wcześniej nie wymieniliśmy się żadnymi danymi kontaktowymi, więc
było to całkiem miłe spotkanie. Chłopak grał w turnieju w plażówkę. Jednego
dnia byliśmy na Jego meczu, a kolejnego rano spotkaliśmy Go, gdy trenował z
kolegą, a My chcieliśmy pograć. Krótki wspólny mecz sprawił, że się
zakolegowaliśmy i ostatnie dwa dni spędziliśmy na wspólnym zwiedzaniu i jednej
imprezie. Rok temu byliśmy większą grupą znajomych na Mazurach w lipcu.
Naprawdę trudno uniknąć w swoim życiu ludzi związanych z siatkówką. Nigdy na to
nie narzekałam. Przynajmniej był temat do rozmów i wiedziałam, że na takich ludzi
mogę zawsze liczyć. Nawet, jeśli teraz Wojtek jest przyjmującym Skry Bełchatów
i gra w jednym z najlepszych klubów w Polsce, to nadal był tym samym Włodarczykiem,
którego poznałam trzy lata temu. Może dlatego jadę do Niego, zamiast do
rodziny, gdy czuję, że jest źle? Spoglądam na psa, który przysnął na moich
kolanach i przypominam sobie, jak spieraliśmy się z Maćkiem jak Go nazwać. To
miłe wspomnienie. Jedyne, co jest niemiłe, to właśnie to, że… to wspomnienie.
Wolałabym, żeby to była chwila, z której będziemy się śmiać, gdy będziemy bawić
się z Naszym pupilem. Może nadejdzie chwila, gdy wspomnienia nie będę sprawiać,
że za moment się rozpłaczę?
~~~
Siedzę
z kubkiem herbaty w rękach w salonie Wojtka. On tymczasem wziął psa na spacer.
Wystarczyło dziesięć minut, by przypadli sobie do gustu, więc Włodarczyk
postanowił, że zabierze go na spacer. Pozwoliłam mu na to. Chciałam mieć
jeszcze chwilę dla siebie przed rozmową. Na pewno nie łatwą rozmową. Ale może
to w końcu coś da? Może naprawdę poradzę sobie z życiem bez Maćka? Może po
prostu odganiałam każdego, kto chciał rozmawiać, a to by mi pomogło? Mogłam się
właśnie o tym przekonać.
-Jestem!
– usłyszałam krzyk przyjmującego. –A
raczej jesteśmy. Spotkałem Andrzeja i jak powiedziałem mu, że przyjechałaś, to pomyślał,
że przyjdzie Cię zobaczyć.
Nim
się obejrzałam na moje kolana wskoczył Spirik. W pierwszej chwili Nasz pies
miał się wabić.. Spirytus, jednak po moich zastrzeżeniach poszliśmy na
kompromis nazywając pupila pseudonimem rosyjskiego siatkarza. To wcale nie tak,
że go lubimy. Po prostu była to łagodniejsza wersja imienia wymyślonego przez
Maćka. Znajomi niedowierzali, że nazwaliśmy tak psa i był to częsty powód do
śmiechu, jednak w końcu przywykli. A i ja nie wyobrażałam sobie teraz, by mój
pies wabił się Puszek, Reksio, czy Maks.
-Miśka!
– zawołał Andrzej. – Dobrze Cię widzieć.
Uśmiechnęłam
się do środkowego, który usiadł obok mnie. Spirik spojrzał na mnie uważnie,
więc podrapałam go za uchem. Czasami mam wrażenie, że jest moim aniołem stróżem
i chce mnie obronić przed całym światem.
Wiesz, tęsknię. Bardzo tęsknię. Dlaczego z
mijającymi dniami mam coraz większe wyrzuty, że ja żyję, a Ty nie? Może czas
spędzony w Bełchatowie pomoże? Dlaczego? Wiesz dobrze, że nie tak miało być.
Zupełnie nie tak. Nie potrafię się podnieść, chociaż walczę. Staram się, bo
wiem, że gdybyś mógł, to byś mnie teraz wspierał. Tylko jak masz mnie wspierać,
skoro brak Ciebie sprawia, że nie daję radę? Och, gdybyś zapiął te cholerne
pasy… Bylibyśmy teraz szczęśliwi. Ciągle zadaje sobie pytanie – dlaczego akurat
Ty? I nie, nie wierzę w to, że Bóg tak chciał.
Wojtek
naprawdę się stara, bym odpoczęła. Zagaduje mnie, tak samo jak Andrzej, który
oznajmia, że muszę koniecznie iść na trening Skry i poznać całą resztę
zawodników. Znam Kłosa i Muzaja, ale nie wiem, czy chcę poznać resztę. Może nie
powinnam zastępować cię innym siatkarzem? Może… Może po prostu sobie nie radzę
i chcę umrzeć. Nie powiem tego jednak chłopakom, więc kiwam potwierdzająco
głową. Spirik kładzie się na dywanie, spogląda na mnie zanim zamyka oczy, jakby
chciał się upewnić, że wszystko jest dobrze i idzie spać. A ja boję się
kolejnej nocy, gdy będę zasypiać, a Ciebie nie będzie obok. I tego poranka, gdy ponownie zdam sobie sprawę,
że już nigdy nie będzie jak dawniej.
Wiesz, myślałam, że gdy będę poza domem, to poranek
będzie łatwiejszy. Przecież wyjazdowe mecze spędzałam bez Ciebie. Budziłam się
sama, w obcym miejscu i dawałam sobie radę. Myślałam, że teraz będzie podobnie.
Że obudzę się w mieszkaniu Wojtka i nie będę myślała o tym, że Cię nie ma. Jest
zupełnie inaczej. Wstaję, spoglądam w sufit, a moje oczy zachodzą łzami. Bo w
tamte poranki, gdy miałyśmy wyjazdowy mecz chwytałam telefon i pisałam do
Ciebie, czy też dzwoniłam, by usłyszeć Twój głos. Nie mogę tego zrobić. Nie
mogę usłyszeć Twojego „Cześć Skarbie, trzymam kciuki dzisiaj”. Brakuje mi
Twojego głosu. Nie chcę jednak szukać nagranych wywiadów z Tobą, bo wtedy
rozkleję się jeszcze bardziej. Staram się być silna i pokazać innym, że
świetnie sobie daję radę. Jednak wcale sobie nie daję rady. Każdego dnia
rozpadam się na coraz mniejsze kawałeczki. Kiedy nadejdzie taki dzień, gdy
rozpadnę się na tak małe części, że nie będzie już czego zbierać?
Po
spacerze ze Spirikiem, upewnieniu się, że ma wodę w misce oraz karmę i
sprawdzeniu, czy wszystkie kable są ukryte w końcu opuszczamy z Wojtkiem Jego
mieszkanie. Tak jak obiecałam Andrzejowi wsiadam do samochodu Włodarczyka i
jadę na halę Energia na trening Skry. Z młodym przyjmującym Skry rozmawiamy na
razie na wszystkie tematy, tylko nie te dotyczące Maćka.
-Chłopacy
są naprawdę mili. – oznajmia siatkarz, gdy zatrzymujemy się przed halą. –
Winiar pewnie będzie żartował, a Conte uśmiechał, jak to on, a reszta… sama
zobaczysz. Nie ma się czego bać.
-Przecież
mnie nie zjedzą. – odpowiadam. – Chyba.
Wiesz, siedzę na trybunach pustej bełchatowskiej
hali. Pamiętasz, to miasto było na naszej liście. Chciałeś tu grać. Jak każdy z
chłopaków w Twoim wieku marzyłeś o grze w najlepszym polskim klubie. Ty tutaj,
ja w Łodzi. Teraz jestem tutaj sama. Patrzę na boisko i… i chce mi się znów
płakać. Mieliśmy spełnić to marzenie. Miałeś zagrać na tym boisku nie tylko
jako zawodnik Bielska, ale jako zawodnik Skry. Znów boli mnie serce, gdy myślę
jak wielu rzeczy nie zdążyłeś zrobić przed śmiercią. Miałam spełniać Nasze
marzenia, które wypisaliśmy na kartce, ale nie dam rady. To łamie mi serce. Nie
umiem, przepraszam. To rozdziera mnie od środka. W jednej chwili mam ochotę
płakać, a w drugiej nadal walczyć i spróbować żyć dalej. Tylko to nadal trudne…
Uśmiecham
się na widok Karola, który podbiega do mnie, podnosi z krzesła i mocno
przytula. To naprawdę miłe uczucie, gdy cieszy się na mój widok.
-Miśka,
słońce! – szepta tuląc mnie. – Ile można czekać na to, abyś w końcu do nas
przyjechała?
-Doszłam
do wniosku, że na pewno za mną tęsknisz, więc jestem. – odpowiadam i spoglądam
na Jego kolegów z zespołu. – Oni dziwne patrzą.
-Karol,
powiem wszystko Oli! – słyszę, jak jeden z nich woła. Rozpoznaję w tej osobie
Kacpra Piechockiego.
-Piechu,
daj spokój. – machnął ręką Wrona. Karol mnie puszcza i razem kierujemy się do
reszty siatkarzy. – Jak zwykle nie słuchałeś, jak Włodi mówił, że przyjechała
Miśka.
-Sorki.
– mruczy. – Miło mi poznać, Kacper Piechocki. Dla znajomych Piechu.
-Po
prostu Miśka. – odpowiadam ściskając Jego dłoń.
-To
Srecko. – Karol kiwa głową w stronę Serba. – Obok Nicolas i Facundo. Obok nich
Ferdinand. Dalej masz Mariusza, Michała, Alekse, kolejnego Nicolasa i Piotrka.
Bo tego osła, Muzaja to też już znasz.
Lekko
kiwam głową, chociaż doskonale znam imię każdego z nich, jednak nie chcę psuć
Karolowi przemowy.
-Sam
jesteś osioł Kłos. – prychnął Muzaj. – Fajnie, że jesteś Miśka.
-Ja
też się cieszę. – odpowiadam. – Posiedzę, nie będę wam przeszkadzać.
I
gdy siadam na krzesełku bełchatowskiej hali ponownie przymykam oczy. Katuje się
wspomnieniami. Chyba nie chcę zapomnieć, że Ciebie już nie ma.
_____Wesołych świąt!
Zapraszam w sobotę. Chyba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz