środa, 23 grudnia 2015

IV.




Podróżowanie PKP bywa ciężkie. Zwłaszcza, gdy oprócz walizki ma się ze sobą psa, który boi się każdego napotkanego człowieka, więc muszę go trzymać na rękach. Na szczęście z wniesieniem do pociągu walizki pomógł mi dość miły chłopak, więc teraz siedzę przy oknie pociągu pędzącego do Łodzi, po wcześniejszej przesiadce w Katowicach. Psiak na moich kolanach wygląda na lekko przerażonego, ale głaskam go uspokajająco. To Jego pierwsza podróż, ale nie chciałam go zostawiać u sąsiadki. Ostatnio naprawdę stał się moim najlepszym przyjacielem i chciałam mieć go ze sobą. Pojawił się konduktor, który sprawdził bilet i kazał pilnować pupila. Pokiwałam głową, chociaż doskonale wiedziałam, że psiak nigdzie się nie ruszy. Na miejscu miałam być przed dwudziestą i wtedy miał mnie odebrać Wojtek. Będąc związanym z siatkówką tak naprawdę większość Twoich znajomych to siatkarze, albo ludzie, którzy kiedyś trenowali, ale nie wyszło im i teraz są tylko kibicami, najwierniejszymi na świecie. Wojtka poznałam trzy  lata temu latem, gdy przyjechałam do Bielska i zajęłam Jego klubowe mieszkanie. Nie pytajcie jak to możliwe, że mając szesnaście lat dostałam własne mieszkania, sama do dziś tego nie rozumiem. W każdym bądź razie Wojtek musiał zostać jeszcze na parę dni w Bielsku, więc był moim współlokatorem przez parę dni, a później spotkałam Maćka. W czasie wakacji nad morzem, które spędzałam z Maćkiem dwa lata temu spotkaliśmy się z Wojtkiem po raz drugi. Wcześniej nie wymieniliśmy się żadnymi danymi kontaktowymi, więc było to całkiem miłe spotkanie. Chłopak grał w turnieju w plażówkę. Jednego dnia byliśmy na Jego meczu, a kolejnego rano spotkaliśmy Go, gdy trenował z kolegą, a My chcieliśmy pograć. Krótki wspólny mecz sprawił, że się zakolegowaliśmy i ostatnie dwa dni spędziliśmy na wspólnym zwiedzaniu i jednej imprezie. Rok temu byliśmy większą grupą znajomych na Mazurach w lipcu. Naprawdę trudno uniknąć w swoim życiu ludzi związanych z siatkówką. Nigdy na to nie narzekałam. Przynajmniej był temat do rozmów i wiedziałam, że na takich ludzi mogę zawsze liczyć. Nawet, jeśli teraz Wojtek jest przyjmującym Skry Bełchatów i gra w jednym z najlepszych klubów w Polsce, to nadal był tym samym Włodarczykiem, którego poznałam trzy lata temu. Może dlatego jadę do Niego, zamiast do rodziny, gdy czuję, że jest źle? Spoglądam na psa, który przysnął na moich kolanach i przypominam sobie, jak spieraliśmy się z Maćkiem jak Go nazwać. To miłe wspomnienie. Jedyne, co jest niemiłe, to właśnie to, że… to wspomnienie. Wolałabym, żeby to była chwila, z której będziemy się śmiać, gdy będziemy bawić się z Naszym pupilem. Może nadejdzie chwila, gdy wspomnienia nie będę sprawiać, że za moment się rozpłaczę?

~~~

Siedzę z kubkiem herbaty w rękach w salonie Wojtka. On tymczasem wziął psa na spacer. Wystarczyło dziesięć minut, by przypadli sobie do gustu, więc Włodarczyk postanowił, że zabierze go na spacer. Pozwoliłam mu na to. Chciałam mieć jeszcze chwilę dla siebie przed rozmową. Na pewno nie łatwą rozmową. Ale może to w końcu coś da? Może naprawdę poradzę sobie z życiem bez Maćka? Może po prostu odganiałam każdego, kto chciał rozmawiać, a to by mi pomogło? Mogłam się właśnie o tym przekonać.
-Jestem! – usłyszałam krzyk przyjmującego.  –A raczej jesteśmy. Spotkałem Andrzeja i jak powiedziałem mu, że przyjechałaś, to pomyślał, że przyjdzie Cię zobaczyć.
Nim się obejrzałam na moje kolana wskoczył Spirik. W pierwszej chwili Nasz pies miał się wabić.. Spirytus, jednak po moich zastrzeżeniach poszliśmy na kompromis nazywając pupila pseudonimem rosyjskiego siatkarza. To wcale nie tak, że go lubimy. Po prostu była to łagodniejsza wersja imienia wymyślonego przez Maćka. Znajomi niedowierzali, że nazwaliśmy tak psa i był to częsty powód do śmiechu, jednak w końcu przywykli. A i ja nie wyobrażałam sobie teraz, by mój pies wabił się Puszek, Reksio, czy Maks.
-Miśka! – zawołał Andrzej. – Dobrze Cię widzieć.
Uśmiechnęłam się do środkowego, który usiadł obok mnie. Spirik spojrzał na mnie uważnie, więc podrapałam go za uchem. Czasami mam wrażenie, że jest moim aniołem stróżem i chce mnie obronić przed całym światem.

Wiesz, tęsknię. Bardzo tęsknię. Dlaczego z mijającymi dniami mam coraz większe wyrzuty, że ja żyję, a Ty nie? Może czas spędzony w Bełchatowie pomoże? Dlaczego? Wiesz dobrze, że nie tak miało być. Zupełnie nie tak. Nie potrafię się podnieść, chociaż walczę. Staram się, bo wiem, że gdybyś mógł, to byś mnie teraz wspierał. Tylko jak masz mnie wspierać, skoro brak Ciebie sprawia, że nie daję radę? Och, gdybyś zapiął te cholerne pasy… Bylibyśmy teraz szczęśliwi. Ciągle zadaje sobie pytanie – dlaczego akurat Ty? I nie, nie wierzę w to, że Bóg tak chciał.


Wojtek naprawdę się stara, bym odpoczęła. Zagaduje mnie, tak samo jak Andrzej, który oznajmia, że muszę koniecznie iść na trening Skry i poznać całą resztę zawodników. Znam Kłosa i Muzaja, ale nie wiem, czy chcę poznać resztę. Może nie powinnam zastępować cię innym siatkarzem? Może… Może po prostu sobie nie radzę i chcę umrzeć. Nie powiem tego jednak chłopakom, więc kiwam potwierdzająco głową. Spirik kładzie się na dywanie, spogląda na mnie zanim zamyka oczy, jakby chciał się upewnić, że wszystko jest dobrze i idzie spać. A ja boję się kolejnej nocy, gdy będę zasypiać, a Ciebie nie będzie obok. I  tego poranka, gdy ponownie zdam sobie sprawę, że już nigdy nie będzie jak dawniej.

Wiesz, myślałam, że gdy będę poza domem, to poranek będzie łatwiejszy. Przecież wyjazdowe mecze spędzałam bez Ciebie. Budziłam się sama, w obcym miejscu i dawałam sobie radę. Myślałam, że teraz będzie podobnie. Że obudzę się w mieszkaniu Wojtka i nie będę myślała o tym, że Cię nie ma. Jest zupełnie inaczej. Wstaję, spoglądam w sufit, a moje oczy zachodzą łzami. Bo w tamte poranki, gdy miałyśmy wyjazdowy mecz chwytałam telefon i pisałam do Ciebie, czy też dzwoniłam, by usłyszeć Twój głos. Nie mogę tego zrobić. Nie mogę usłyszeć Twojego „Cześć Skarbie, trzymam kciuki dzisiaj”. Brakuje mi Twojego głosu. Nie chcę jednak szukać nagranych wywiadów z Tobą, bo wtedy rozkleję się jeszcze bardziej. Staram się być silna i pokazać innym, że świetnie sobie daję radę. Jednak wcale sobie nie daję rady. Każdego dnia rozpadam się na coraz mniejsze kawałeczki. Kiedy nadejdzie taki dzień, gdy rozpadnę się na tak małe części, że nie będzie już czego zbierać?

Po spacerze ze Spirikiem, upewnieniu się, że ma wodę w misce oraz karmę i sprawdzeniu, czy wszystkie kable są ukryte w końcu opuszczamy z Wojtkiem Jego mieszkanie. Tak jak obiecałam Andrzejowi wsiadam do samochodu Włodarczyka i jadę na halę Energia na trening Skry. Z młodym przyjmującym Skry rozmawiamy na razie na wszystkie tematy, tylko nie te dotyczące Maćka.
-Chłopacy są naprawdę mili. – oznajmia siatkarz, gdy zatrzymujemy się przed halą. – Winiar pewnie będzie żartował, a Conte uśmiechał, jak to on, a reszta… sama zobaczysz. Nie ma się czego bać.
-Przecież mnie nie zjedzą. – odpowiadam. – Chyba.

Wiesz, siedzę na trybunach pustej bełchatowskiej hali. Pamiętasz, to miasto było na naszej liście. Chciałeś tu grać. Jak każdy z chłopaków w Twoim wieku marzyłeś o grze w najlepszym polskim klubie. Ty tutaj, ja w Łodzi. Teraz jestem tutaj sama. Patrzę na boisko i… i chce mi się znów płakać. Mieliśmy spełnić to marzenie. Miałeś zagrać na tym boisku nie tylko jako zawodnik Bielska, ale jako zawodnik Skry. Znów boli mnie serce, gdy myślę jak wielu rzeczy nie zdążyłeś zrobić przed śmiercią. Miałam spełniać Nasze marzenia, które wypisaliśmy na kartce, ale nie dam rady. To łamie mi serce. Nie umiem, przepraszam. To rozdziera mnie od środka. W jednej chwili mam ochotę płakać, a w drugiej nadal walczyć i spróbować żyć dalej. Tylko to nadal trudne…


Uśmiecham się na widok Karola, który podbiega do mnie, podnosi z krzesła i mocno przytula. To naprawdę miłe uczucie, gdy cieszy się na mój widok.
-Miśka, słońce! – szepta tuląc mnie. – Ile można czekać na to, abyś w końcu do nas przyjechała?
-Doszłam do wniosku, że na pewno za mną tęsknisz, więc jestem. – odpowiadam i spoglądam na Jego kolegów z zespołu. – Oni dziwne patrzą.
-Karol, powiem wszystko Oli! – słyszę, jak jeden z nich woła. Rozpoznaję w tej osobie Kacpra Piechockiego.
-Piechu, daj spokój. – machnął ręką Wrona. Karol mnie puszcza i razem kierujemy się do reszty siatkarzy. – Jak zwykle nie słuchałeś, jak Włodi mówił, że przyjechała Miśka.
-Sorki. – mruczy. – Miło mi poznać, Kacper Piechocki. Dla znajomych Piechu.
-Po prostu Miśka. – odpowiadam ściskając Jego dłoń.
-To Srecko. – Karol kiwa głową w stronę Serba. – Obok Nicolas i Facundo. Obok nich Ferdinand. Dalej masz Mariusza, Michała, Alekse, kolejnego Nicolasa i Piotrka. Bo tego osła, Muzaja to też już znasz.
Lekko kiwam głową, chociaż doskonale znam imię każdego z nich, jednak nie chcę psuć Karolowi przemowy.
-Sam jesteś osioł Kłos. – prychnął Muzaj. – Fajnie, że jesteś Miśka.
-Ja też się cieszę. – odpowiadam. – Posiedzę, nie będę wam przeszkadzać.
I gdy siadam na krzesełku bełchatowskiej hali ponownie przymykam oczy. Katuje się wspomnieniami. Chyba nie chcę zapomnieć, że Ciebie już nie ma.
  _____

Wesołych świąt! 

Zapraszam w sobotę. Chyba.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz